piątek, 7 września 2012

Mój Wielki, mały Świat

Nie zawsze jest różowo. Czasem trzaskasz słuchawką, czasem drzwiami. Czasem masz ochotę wziąć klienta za łeb i tłuc nim o ścianę, albo własnym.. z bezsilności wobec nieskończoności ludzkiej głupoty. Zdarzają się też oszuści, krętacze, wyzyskiwacze, z którymi kończysz w sądzie. Polecam blog juniorbrandmanager.blogspot.com, który genialnie ilustruje wszechmiar frustracji, które próbuję opisać.
A czasem.... tak jak wczoraj... masz ochotę im płacić, żeby zawsze z Tobą pracowali, albo zatrudnić się do podawania kawy i noszenia kabli.
Na 90% sesji i produkcji wszyscy są mili bądź neutralni. Zdarzają się wyjątki, głównie wśród klientów, czasem wizażystek i modelek.
Wracając... Paulinka oczywiście popełniła wielkie Faux Pas już na starcie ucinając krótko rozmowę telefoniczną chamskim komentarzem. Co mnie naszło i dlaczego to zrobiłam... pozostanie wieczna tajemnicą. Może czasem muszę odświeżyć stereotyp, że modelki SĄ głupie. Na szczęście producent okazał się człowiekiem bardziej zrównoważonym niż ja i oddzwonił po raz drugi.

Tak oto wylądowałam czwarty raz w życiu w studiu nagraniowym. Moje wspomnienia odnośnie telewizji są raczej kiepskie, więc oczekiwałam gehenny. Pamiętam paraliżującą atmosferę w siedzibie TVN, gdzie na widok ogromnych kamer z telewizorami (nie wiem jak to się nazywa) na elektrycznych statywach i głosu z sufitu, który mówił mi co mam robić całkowicie zapomniałam tekstu i stałam ze stopami skrzyżowanymi do środka, nerwowo wbijając paznokcie w ramię. Oczywiście nie oddzwonili, nie po moim występie a'la Dziewczynka z Zapałkami. Ochrona, przepustki, bramki... podziękuję, jestem ze wsi. Później była niskobudżetówka dla HBO. Studio dupy nie urywało, atmosfera była taka se. Totalna dezorganizacja, a aktorzy snuli się godzinami z kąta w kąt nie mając co ze sobą zrobić, ani gdzie usiąść. Jak na gwiazdę (ironizuję) przystało, wyjechałam z planu z wielkim Boom - karetką ;) Choć wtedy nie było mi do śmiechu... Później była prawdziwa gehenna. Zadupie, zimno, jakiś samotny domek i jedna kamera, więc każde ujęcie musiałam powtarzać po kilka razy, żeby w montażu wyszło NORMALNIE, a nie jak u cioci na imieninach. Klient nie zaszczycił nas swoją obecnością, ale każdy najdrobniejszy szczegół, jak chociażby buty do stroju, trzeba było wysyłać mu mailem. Do tego wizażystka... ahh cud, miód. Malowała kosmetykami po 5zł (to jest niemal niedopuszczalne w tym zawodzie...), a pędzle... miała lepkie z brudu. Lepkie i odbarwione. Robiło mi się mdło, kiedy jeździła mi nimi po twarzy... o efekcie końcowym, pozwólcie, że nie wspomnę...

Aż w końcu trafiłam na tę ekipę:



Zarzucam przypadkową kompilację z ich kanału Youtube.
Po pierwsze poczułam się jak conajmniej Kate Moss. Zostałam oprowadzona, pokazano mi jeden barek, drugi barek, dostałam drinka na rozluźnienie, ciagle pytano mnie czy wszystko w porządku, później kolejnego, jeszcze trzeciego i czwartego na planie :) Co chwile ktoś przynosił mi szlafrok.

W przeciwieństwie do wielu wizażystek, które charakteryzowały modelki na Ssaka leśnego, tudzież Grzybiarkę importowaną ze wschodu, wczorajsza (miała takie trudne imię na A.. nie pamiętam :( ) pytała mnie o makijaż, brwi, włosy, usta. O wszystkim mogłam zadecydować sama, wiec i efekt końcowy był super i ja się dobrze czułam. (Ciężko jest się uśmiechać i być naturalną , kiedy nie możesz przestać natrętnie myśleć o tym, jak Cię właśnie oszpecono). Ciuchy były fajne, a wszyscy na prawdę bardzo, bardzo mili. Zdarza się, że ktoś fuka, że tu mam zmarszczkę, a tam cellulit. Tu w ogóle nie było mowy o takiej sytuacji. To, co mnie uderzyło na wejściu, to, profesjonalizm. Jeśli można powiedzieć, że po kimś widać filmówkę, to po nich właśnie było ją widać. Z wczorajszego doświadczenia wnioskuję, że można bez strat połączyć luzactwo i profeskę w jednym.
Co dla mnie ważne, nie zauważyłam tam (stolyca) kompleksu (pod)WarszaFFki, objawiającego się jednoczesnym używaniem iPhona (białego), iPoda (to już nie lans, ale mieć trzeba tak jak mleko w lodówce), MacBooka (koniecznie Air) i iPada (biały, musi być biały by był lans!!!).
Wracając.. było bardzo przyjemnie, bardzo konkretnie i jednocześnie bardzo luzacko. Na planie byli specjaliści z danej dziedziny, którzy wszystko za mnie robili, czyścili, podawali, pokazywali.
Nie usłyszałam słowa krytyki, poganiania, a wręcz jeszcze pochwałę. I mimo tego, że była chwila opóźnienia, nie nudziłam się ani minuty.

TAK, to ja chcę pracować zawsze!!!



By My Fashion Blog


6 komentarzy:

  1. Nie dałabym sobie jeździć po twarzy brudnym pędzlem, bałabym się chorób skóry.. :p

    OdpowiedzUsuń
  2. Cześć Paula! Od pewnego czasu zaglądam na Twojego bloga i muszę przyznać, że baaardzo podoba mi się Twoja figura. Obecnie jestem na diecie, chciałabym zgubić 3-4 kg. Zastanawiam się, ile masz wzrostu i ile ważysz? Chciałabym mieć taką sylwetkę jak Ty. ;) Mam nadzieję, że nie jest to tajemnica i doczekam się odpowiedzi. Pozdrawiam! Ania

    OdpowiedzUsuń
  3. ehh ale Ci zazdroszcze pracy:). A komentarzami sie nie martw, szczuplutka jestes i w ogole sliczna :)! Obserwuje:)!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak przeczytałam, że jesteś puszysta to prawie oplułam monitor parskając śmiechem :D niektórzy to maja niezły bałagan w głowie ;)
    Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń