czwartek, 13 września 2012

Zakupy grupowe, czyli oszustwa Gingantów na G

Okazja, trąbi nagłówek z newslettera. Tylko u nas kupisz to 80% taniej!
Tu każdemu rozsądnemu człowiekowi powinna zapalić się czerwona lampka - nikt nie sprzeda Ci swojej usługi 80% taniej. Ale my mamy kryzys, oszczędzamy gdzie i jak tylko możemy. Brniemy więc ślepo jak stado lemingów w blichtr krainy okazji i rabatów. Kiedy mamy jeszcze do wyboru - nie pójść do sklepu z wyprzedażą, możemy uniknąć kupna bele czego, bo było tanie. Gorzej sprawa się ma, gdy sprytni marketingowcy ofertę podstawiają Ci pod sam nos do porannej kawy. Wystarczy kliknąć i już jest Twoje. Bez wychodzenia z domu, bez zdejmowania bamboszy. Usługę odbierasz drogą internetową, albo paczką, którą kurier przynosi pod same drzwi. Teraz pozostaje tylko cieszyć się z własnego sprytu i niesamowicie okazyjnego zakupu, który na pewno się przyda.

A jak jest w praktyce?
Wystarczy porównać ceny produktów przecenionych o 70% z cenami sklepowymi. Różnicy nie ma wcale, albo jest stosunkowo niewielka. Niemal zawsze pierwotna cena jest horendalnie wywindowana, by ta po przecenie była raz wyższa raz niższa od ceny rynkowej, ale zawsze mocno zbliżona.

Co z usługami oferowanymi często 80% taniej? Masaż, doczepianie rzęs, manicure, projekt strony internetowej - tu tez da się klienta nabić w butelkę, co usługodawcy z lubością czynią.

Sama jestem ofiarą... mody, społeczną, ale przede wszystkim ofiarą własnej naiwności.
Przecież nie jest drogo. Warto spróbować. Najwyżej nie pójdę, ale to okazja. Nie mogę jej przegapić.

Tak oto zakupiłam rok temu dwa projekty stron internetowych. Oferta brzmiała bez zarzutu- indywidualny projekt, system CMS, zbudowanie całej strony od podstaw, hosting, firmowy email.
Jak było w praktyce?
Hosting faktycznie dostałam, bo serwis nazwa.pl miał promocję konto za 0zł. Co do strony jednak, tuż przed jej wykonaniem zaczęły się schody - tego nie możemy, to jest niewykonalne, tego nie było w opcji zakupu, musiała Pani źle przeczytać. Czytałam dobrze, później czytał mój prawnik z identycznym skutkiem. Okazało się, że w praktyce firma SIN**APH (posiadająca notabene fatalną opinię wśród byłych jej pracowników), która zainkasowała między 500 a 1000zł może mi udostępnić swój gotowy szablon - bardzo prosty i brzydki- bez możliwości dokonania jakichkolwiek zmian poza kolorystyką i banerem na górze strony. Zaznaczę jeszcze, że tego typu szablony, ale profesjonalnie wykonane, można zakupić za 50$, a ich wybór jest niemal nieograniczony. Jeden z Gigantów na G (ten bardziej pomarańczowy niż zielony) reklamację odrzucił, ponieważ "nikt inny się nie skarżył". Pewnego dnia się zdenerwuję, napiszemy pozew i odzyskam te głupie kilkaset złotych. Chociażby dla własnej satysfakcji, by nie czuć się kolejnym nabitym w butelkę frajerem.

Czy wyniosłam z tego jakąś naukę? A jak myślicie?
Oczywiście, że nie. Nadal z lubością przeglądałam poranne newslettery, ale już nieco bardziej sceptycznie. Kupiłam więc ultradźwiękową liposukcję, której jak się później okazało Pani w SPA nie umiała wykonać. Później masaże, na które nie dojechałam, ale to przecież tylko 19zł. Kolejne masaże za nieco większe pieniądze, ale były tak daleko... Bilety do Zoo, do którego nigdy nie dotarliśmy, bo narzeczony nie miał kiedy.
Wszystko było "stosunkowo niedrogie", więc i wyrzuty sumienia niewielkie.

Ostatnimi czasy, jako, że skończył się mój karnet u ulubionej masażystki, pozwoliłam znów zaczarować się jarmarcznym blaskiem okazji. Wykupiłam pakiet dwunastu masaży. I tu zaczyna się cała historia.
Dzielnica nie musi świadczyć o poziomie salonu kosmetycznego, więc nie zniechęcał mnie smród uryny zalatujący z każdej mijanej bramy.
Pod wskazanym na kuponie adresem znalazłam rdzewiejący, różowy potykacz z nazwą "studia" - tu zaczęła się równia pochyła. Pomieszczenie małe, ot salonik fryzjerski w slumsach. Nie widziałam jednak, gdzie mógłby znajdować się pokój z łóżkiem do masażu, poza wydzieloną w kącie mikro kanciapą, przesłoniętą krzywą, starą zasłoną. Usiadłam oczekując na resztę wydarzeń. Przez 20 minut nikt nie podszedł, nie zaproponował wody, kawy, herbaty (a przecież to już w salonach norma). Zza zasłony wybiegły dwie Panie, jedna z nadmierną opalenizną i kolorowymi tipsami. Nie, oczywiście, ze nie miały białych uniformów jak kosmetyczki).  Zajęły się kolejną klientką, a ja sobie siedziałam, siedziałam...  W końcu jedna w niewyszukanym geście uderzyła druga w ramię i pokazała na mnie palcem coś do niej mówiąc. Tamta się obejrzała. Chwilę później zaprosiły mnie za zasłonę, gdzie w klaustrofobicznych warunkach mogłam podziwiać między innymi smród wilgoci, stara miskę, jakieś pudła, wentylator. Do szczęścia brakowało jedynie wiadra z mopem. 
Łóżko było, owszem, ale niczym nie nakryte, nie zdezynfekowane, o jednorazowych podkładach można w takich warunkach raczej zapomnieć. Kładziono na nim każdą kolejną klientkę (prawie nago). Czy bańki zostały umyte? Nie mam pojęcia, nie widziałam. Skóry nie zdezynfekowano mi jak w innych salonach, a masaż trwał ok 7-8 minut. Panie masowały we dwie, a ponieważ miał tylko jeden zestaw baniek - każdą nogę robiono innej wielkości bańką. Reasumując - minuta u mojej masażystki, gdzie wszystko jest nowe, czyste, jednorazowe, a klientki zasypiają wśród zapachu olejków kosztuje dokładnie tyle samo, co minuta w tym slumsie, który pewnego dnia zamknie  sanepid.
Nazwy nie podaję, bo się zwyczajnie boję pisać źle o ludziach z takiej dzielnicy...

Nabyłam tez kiedyś kupon na przedłużanie rzęs metodą 1:1. Zabieg taki trwa około dwóch godzin. Jeżeli stylistka jest wybitnie szybka - półtorej. Na okazję z zakupów grupowych możemy przeznaczyć 15 do 20 minut. Tyle średnio zajmuje Pani specjalistce posklejanie naszych własnych rzęs w kupę i doczepienie kilkunastu sztucznych. Moją opinię podzieliła pewna kosmetyczka, z którą miałam okazję rozmawiać. Też dała się złapać na okazję.

Dziś, jak co rano, przy saunie gorącej herbaty (Lubicie nachylać zaspaną twarz nad kubkiem? Ja uwielbiam. ) Otworzyłam jak reszta lemingów skrzynkę pocztową, pełną gotowych promocji czekających tylko, by wskoczyć mi do kieszeni. Po ostatniej przygodzie zaczęłam bardzo sceptycznie patrzeć na tańczące, kolorowe rabaty wyłaniające się z kolejnych subskrypcji. Po odhaczeniu wszystkich i wyrzuceniu do kosza zrodziło mi się w głowie proste pytanie: Czy pamiętam, bym kiedykolwiek trafiła na grupowych zakupach okazję? Taką prawdziwą, z której każda łowczyni byłaby dumna. Zakupiłam w sumie kilkanaście rożnych ofert, z których 90% okazało się totalnym nieporozumieniem. Pamiętam jednak trzy, z których mogę być dumna. Kamera sportowa w sieci RedBull Mobile, trwała ondulacja rzęs (ostatnio pokazywałam na blogu) i 50/50 dla oferty usuwania znamion, bo została wykonana mało precyzyjnie przez kogoś, kto mam wrażenie jeszcze się uczył...
A teraz spójrzmy okiem starszego, rozsądnego człowieka. Najlepiej psychologa.
Czy któraś z powyższych rzeczy była Ci do czegokolwiek potrzebna, niezbędna? Czy zmieniła Twój byt na lepsze? Poprawiła Ci samopoczucie na dłużej niż chwilę?

Odpowiedzcie sobie same.
Ja chyba dojrzałam do pożegnania Grupowych Gigantów.

By My Fashion Blog

11 komentarzy:

  1. To jest dobry post. Mam dokladnie takie same przemyslenia na temat grouponow. Np Kupilam mani i pedi a w salonie leci na mnie pani z cazkami srednio nowymi. pytam czy zdezynfekwane i ze lubie widziec jak wyciagaja z autoklawu... chyba im szkoda na klientow z G.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy jeszcze nic nie kupiłam na serwisie grupowym i po tym poście raczej nic nie kupie ;]

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja ostatnio właśnie wypisałam się z tych wszystkich newsletterów z korzyścią dla mojego świętego spokoju ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Moje rzęsy wykupione z Grupona również trwały ok 25-30 min, a Pani "kosmetyczka" próbowała mi wmówić, że metoda 1:1 nie istnieje (???) jakby wszystkiego było mało boleśnie poparzyła mi oko klejem, które musiałam leczyć ok. 2 tygonie :/ końcowy efekt wizualny ów zabiegu uczczę minuta ciszy, kosmetyczny samobój. Nigdy więcej!

    OdpowiedzUsuń
  5. świetny tekst, ostatnio zastanawiałam się jak to jest w praktyce z tymi zakupami grupowymi- teraz już wiem ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Co prawda nigdy nie kusiłam się na kupno kuponu na usługi kosmetyczne, ale wielokrotnie korzystałam, zarówno ja, jak i moi znajomi z ofert dotyczących restauracji (w Krakowie) i powiem szczerze, że zawsze byliśmy zadowoleni. Potem nawet zdarzało mi się wrócić w to samo miejsce ponownie już bez kuponu i nie widziałam różnicy w obsłudze, czy jakości :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja również skusiłam się na kilka kuponów, które głównie były do restauracji. Poza tym był jeszcze paintball i wywoływanie zdjęć. Ogólnie jestem zadowolona - może dlatego,że długo się zastanawiam, czytam i sprawdzam, zanim dam się skusić na ofertę. Jednak nie korzystam z nich za często, bo nie mam do tego zaufania i widzę, że słusznie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Święta racja, ja także skusiłam się 2 razy na takie zakupy: pierwszy bilety do kina o połowę taniej, więc super, opłacało się, drugi za to mikrodermabrazja 20 zł zamiast 200zł- zabieg trwał 15 min, robiła go praktykantka, pominęła niektóre części mojej twarzy! i przez cały zabieg nie odezwała się do mnie ani słowem.
    N.

    OdpowiedzUsuń
  9. Wybrałam kilkanaście zabiegów, strzyżenie, mikrodermabrazję i masaż, kilka razy dentystę, wybielanie, pizzę itp.
    NIGDY nie miałam najmniejszych problemów z obsługą, jakością czy higieną gabinetów.
    I wiecie co?
    Z opisywanych na różnych stronach historii wynika, że najwięcej chłamu jest w metropoliach.
    W moim średnio dużym mieście wojewódzkim firmy naprawdę walczą o klienta. I to widać przy zakupach grupowych.

    OdpowiedzUsuń
  10. Witam Cię Paulo, trafiłam do Ciebie z wizażowej Szafy i muszę powiedzieć, że bardzo pozytywnie mnie Twój blog zaskoczył. Ogólnie jestem średnią fanką blogów modowych, za modą nie biegam, szukam własnego stylu i lubię jak na blogach, poza ciekawymi stylizacjami, jest też jakaś treść. U Ciebie znalazłam wszystko - masz swój styl, masz świetne pomysły na zestawy ubrań, jest na tym blogu jakaś osobowość i jakieś takie ciepło od Ciebie bije. Będę Ci mocno kibicować, nawet jak nie zawsze się odzywać :)

    A ten post bardzo trafny i spostrzeżenia słuszne - najłatwiej pieniądze się zarabia na ludzkiej naiwności i ciężkiej sytuacji materialnej, ot co.

    OdpowiedzUsuń