wtorek, 25 grudnia 2012

Święta Święta...

Zaczęło się rano, od "nie chcę", które przeszło z czasem w "i tak nie zdążę". Później było "spróbuję, ale nic na siłę"... Ułożyłam piękną burzę loków (która opadła jeszcze przed wyjściem z domu :( ), umalowałam się (łącznie z czerwoną szminką), pomalowałam paznokcie i rozpoczął się proces "nie mam się w co ubrać", tym gorszy, że paznokcie były mokre, a czerwona szminka ma to do siebie, że brudzi... 

Biała koszula będzie świetnie odbijać się na tle czerwonych paznokci i pomadki... leży gdzieś nie wyprasowana... odpada. Druga biała koszula i ołówkowa spódnica.. ok. Koronkowe stringi - nie, koronka się odznaczy... zwykłe - wcinają się, wracamy do koronkowych. Jestem już spóźniona...
Koszula nie ma wcięcia w talii, wyglądam jak walec... zdejmując rozmazuję na twarzy (i koszuli) pomadkę... Sukienki, sukienki... jest! Wbijam się w potwornie obcisły ołówek z wysoką talią - zamek nie chce się zapiąć. Biegnę do sąsiadów, nikogo nie ma w domu, nie ma kto zapiąć tego cholernego zamka. 15 minut i 3 rozwalone paznokcie później w końcu dopinam. Cholera, nie włożyłam rajstop. No to znowu zdejmujemy. Uff gotowa, wychodzę... i wracam - zapomniałam zabrać ze sobą pomadki i konturówki. Znów wychodzę, tym razem na dobre, z Edwardem rzecz jasna.

Najpierw wigilia u babci. Od wejścia babcia wciska mi "pieniążka" i rozpoczyna proces karmienia wnuczki, co to na pewno nie dojada, bo taka mizerna... Matka gra kolędy na fortepianie, Edward je co popadnie, a starszyzna jest przeszczęśliwa, bo ktoś daje się im karmić. Uciekam na fajkę do kuchni. Przetrwałam. 
Miałam w planach lecieć jeszcze w szpilkach i sukience do piwnicy i ubierać babci większą choinkę tuż przed wigilią, ale mama odwiodła mnie od pomysłu wytarcia się o bielone wapnem ściany... a specjalnie leciałam wczoraj po mini bombki i szukałam po sklepach miniaturowych łańcuchów...

Jedziemy na drugą wigilię. To już dla Eddiego za dużo... Jakaś klatka schodowa, zapachy, głosy - zaczyna panikować, kręci się w kółko, kuli, ucieka na dół. Targam więc w wąskiej sukience i na obcasach 25 kilo futra na 4 piętro. Kiedy Eddie widzi Łukasza, w końcu się uspokaja. Kot siedzi w sypialni, a moje pokolenie tarza się w garniturach i sukienkach z psem na dywanie. Już wszystko w porządku :) Wołają mnie do pokoju, gdzie uciekli od stołu i dziadków...

Nigdy nie myślałem, że szmatę można podnieść do rangi prezentu, mówi Łukasz.
Zgadnij co dostałem od Pitbula (znienawidzona przez absolutnie wszystkich jego babcia Zosia).
Gośka dodaje - Masz trzy szanse.
Hmmm przyniosła ci jakieś stare ciuchy po Włodku (wujek Łukasza) ?
Nie, ale blisko, odpowiadają zgodnie.
Coś z darów PCK z kościoła? (Pitbull wszystkie swoje pieniądze wysyła do Lichenia)
Ciepło... Mówi Gosia z Jankiem.
...
Chwila napięcia... Łukasz wyjmuje spod biurka reklamówkę ze starymi ręcznikami pamiętającymi czasy PRLu...

Mój cały wytworny image może się już schować, bo jedyne, co jestem w stanie z siebie wydusić, to:
O kurwa...
Ja pierdole...
Ja pierdole...

Kiedy dochodzę do siebie po szoku, pytam, czy dostał to w tej siatce... odpowiada, że tak... a ja już tylko powtarzam swoją mantrę.

Po chwili woła mnie Janek (25 lat) i pokazuje książkę w stylu tych, które mieliśmy w podstawówce za czasów, kiedy nikt nie słyszał o internecie. Coś a'la "Zwierzęta Świata", a w książce 50zł i kawałek tekturki z nabazgranym "Marek albo Janek" (są braćmi). Jedyne o czym teraz myślę, to czy też dostali to w reklamówce ze spożywczaka...

Mamy taką wigilijną tradycję, że zawsze musimy, palący i niepalący, wyjść na fajkę na balkon. Teściu wącha swojego świeżo zdobytego papierosa ode mnie i układa dla niego już esej, później jeszcze bierze od Wojtka tytoniowego skręta tak, żeby żona nie widziała. Palę ja, Janek, Gosia, Marek chyba też, Wojtuś, choć on jakiś nie w sosie, a zawsze jest wodzirejem imprezy, tata i Łukasz. 
Żałuję tylko, że nie było mojej szwagierki - Darii. Wtedy bylibyśmy "wszyscy w kupie". Poza tym jestem ciekawa, co mi kupiła :D Ona kocha cały prezentowy obrządek i zawsze spędza grudzień na wyszukiwaniu upominków, jak ja zresztą, choć w tym roku kupowaliśmy wyjątkowo na ostatnią chwilę...

Dostaję też dwójniaka, w którym po wypiciu połowy kieliszka zauważam wkładkę z ośmioma nogami...

Pitbull (tak ją nazwali wnukowie) woła już od stołu, kto ją odwiezie (nie, żeby mieszkała 15 minut spacerem od moich teściów...) Chłopaki, z miłości do swojej specyficznej babci już się zabezpieczyli, każdy wypił po kieliszku miodu i niestety, jak co roku, nie mogą prowadzić... My mamy komplet - Łukasz, Ja, Marek i Edward, który zajmuje zazwyczaj dwa miejsca, niestety ;)
Na odchodne Łukasz w nowym, wełnianym płaszczu, apaszce i białej koszuli słyszy od swojej mamy, że się zrobił "picuś glancuś". Własnej matce nigdy nie dogodzisz, mojej nie podobał się kolor pomadki, ale o dziwo, pochwaliła sukienkę i zachwycała się perfumami...

Syn Pitbulla, a brat mojego teścia, człowiek majętny, odziedziczył po matce pewne wyczucie taktu. Chłopaki od zawsze dostają od wujka po jednej przecenionej płycie CD, po 1 EURO ze stacji benzynowej (zakupione podczas postoju na kawę w drodze do Polski).

Wspomnienia są wesołe - świecące oczy mojego teścia wąchającego papierosa, pająk w miodzie pitnym, stare ręczniki (jakby nie mogła kupić czekolady, czy pary skarpetek w Tesco...) i komentarz teściowej, która jako lekarz z bardzo długim stażem, posiada subtelność rosyjskiego czołgu ;)

Martwię się trochę o Julkę (wpis ciocia z Ameryki). Ma 11 albo 12 lat i stosuje ciągłe głodówki (1 mały posiłek dziennie). Jej matka tego nie widzi (ba, wyśmiała mnie, kiedy próbowałam zwrócić jej uwagę w stronę odżywiania córki), a dzieciak jest na najlepszej drodze do anoreksji. Nienawidzi swojego ciała (nigdy nie pokazuje ramion, ani nóg), ma nadwagę, jest najgrubsza w klasie, dzieci się z niej śmieją, a moja ciocia (jej babcia) wysłała jej na święta paczkę pełną słodyczy i czekolad... Zje i zwymiotuje? :(


Zrobiliśmy się na tyle starzy, że z kuzynostwem kupujemy sobie na prezenty alkohol... To też plan jest taki, że jutro spotykamy się go wypić. Daria już dojedzie z moim, mam nadzieję, Martini Asti. Goździk ma litr Martini Bianco, Wojtuś korzenną wódkę, Łukasz beczułkę marcowego, niemieckiego piwa. Ponieważ padła mi bateria i nie zrobiłam żadnego zdjęcia w wigilię, mam nadzieję nadrobić zaległości dziś i jutro. Dzisiaj za to idziemy z prezentem do Jacka i Ani, a że w planach jest ostre imprezowanie, ja, jako pijąca raz na dwa miesiące, po tych świętach, będę wyjątkowo zmarnowana ;)

 sukienka - pretty girl (wykopana z głębi szafy...)
buty - aldo


Z cyklu Potrawy Wigilijne...
Edward miał nieco inne zdanie w kwestii serwowanych dań i postanowił znaleźć coś sam...
Nawet z piór nie obrał... 



Wariatka jestem, ale 23ego do nocy ubierałam choinkę. 
Założyłam 7 łańcuchów lampek, które dały razem 1000 światełek :)




I jeszcze mało odkrywcza propozycja budżetowego DIYa...
Jeśli naprawdę nie chcesz i nie możesz utopić więcej kasy w kolejnym opakowaniu bombek za "jedyne" 39,90, a Twoja choinka wygląda jak z Etiopii... Kup ozdobne wstążki.
Potnij, zwiąż w kokardki i posadź na choince :)



 Prezenty, prezenty, ale o prezentach i świątecznych wypiekach jutro... bo zaraz będę spóźniona!



A tak wyglądał Wigilijny zachód słońca :)
Z wypatrywania pierwszej gwiazdki wyrosłam ;)


Photos by My Fashion Blog



20 komentarzy:

  1. pięknie wyglądasz i pięknie ozdobiona choinka:) wesołych!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale sie dzisiaj rozpisalas :)
    Pieknie wygladasz, bosko Ci w tej spódnicy!
    A Eddi ma niesamowita tabliczkę!

    OdpowiedzUsuń
  3. Uśmiałam się ;D Babcia-Pitbull, na takie określenie bym nie wpadła ;) Ogromne dzięki za poprawienie humoru po "rodzinnych" świętach (niestety, u mnie wigilia zawsze wygląda tak, że siedzimy wszyscy przy stole i wysłuchuję, jaka jestem zła, niedobra, źle ubrana, nieuk etc. etc...), także humor już mam lepszy, szczególnie dzięki Edwardowi z tabliczką :)

    Pozdrawiam Cię! ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. uśmiech pojawia się na twarzy podczas czytania takich postów ;) wyglądałaś przepięknie ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wyglądasz Glamour ;D
    Super zwierzak :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Uroczy psiak, świetną ma tabliczkę, a choinkę opłacało się tak długo ubierać, bo jest magiczna <3
    Zapraszam na rozdanie : http://www.world-aleks.blogspot.co

    OdpowiedzUsuń
  7. wyglądałaś cudownie, zdjęcia piękne...magiczne. Uwielbiam Twojego bloga a teraz w końcu mogę zaprosić do siebie:
    http://confession-of-shopaholic.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Lubie te twoje opowiesci ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. przepięknie!

    pozdrawiam serdecznie
    Marcelka Fashion


    :)

    OdpowiedzUsuń
  10. wyglądasz pięknie w tej sukience.

    OdpowiedzUsuń
  11. pieknie pieknie pieknie!:D pozdr

    OdpowiedzUsuń
  12. hahah, uśmiałam się czytając posta :-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Stwierdzam iż, w porównaniu z moimi, miałas zajebiste święta ;)) Jestes bardzo ładna a ta kiecke mogłabym z Ciebie zdjąć i uciec, bo jest cudna! ;) Choinka na ostatni moment ale ładnie ustrojona, pies uroczy, ja mam Goldena też wszystko je ;p Pozdrawiam i zapraszam

    OdpowiedzUsuń
  14. Super, wigilijnie :D. Sukienka cudowna! Aż dziwne, że wykopana z głębi szafy hihiihih ;p, ja bym w niej mogła chodzić cały czas ;p.

    OdpowiedzUsuń
  15. piękna Ty i śliczna choinka :)

    OdpowiedzUsuń
  16. śliczne zdjęcia :)) . Fajny blog . pozdrawiamy , zapraszam do nas :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Wyglądasz pięknie, jak zawsze. A opis Wigilii cudny. Obrazowo, poczułam jakbym tam z Wami była :) Rewelacja! Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  18. sliczne buty, bardzo fajna elegancka stylizacja! pozdrawiam i zapraszam:) http://styleinsiderwomen.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  19. Super się Ciebie czyta :)

    Poza tym pięknie wyglądasz.

    OdpowiedzUsuń