sobota, 5 października 2013

Jaka jest jesień? Co ze sobą niesie?

Jak pachnie?
Jak smakuje?
Jakie nostalgiczne wspomnienia przywołuje?
Czym sprawia, że uśmiechasz się, choć lato już za nami?

Dla mnie jesień, to najważniejsza pora roku. Czas zadumy, pożegnanie ciepłych promieni słońca, plaży i zieleni. Moment, w którym najwięcej z Nas odczuwa dotkliwe skutki braku dostatecznej ilości światła, popada w jesienną depresję, traci chęć do cieszenia się życiem. Robimy się ospali, ociężali i nic nam się nie chce... Tak tak, to już za chwilę. Co prawda meteorolodzy zapowiadają jeszcze Babie Lato. Dziś, jutro, za tydzień będzie jeszcze grzać nas słoneczko, ale dni są coraz krótsze, a poranki chłodniejsze. Mam wrażenie, że w konsumpcyjnym społeczeństwie, w dobie tzw rozwoju cywilizacyjnego zapomnieliśmy kompletnie o tym, jaką radość dnia codziennego potrafi nieść życie zgodne z naturą i porami roku... Zapomnieliśmy jak się cieszyć z otaczającego nas świata. Bez kina 3D, internetu, buszowania po sklepach...

Jesień przecież może być piękna. Spacerujemy po parku zbierając pomarańczowe, żółte i czerwone liście, które cudownie chrzęszczą nam pod nogami rozkładając się niczym puchate dywany. To już za chwilę, więc do parku marsz! Z psem, aparatem, przyjaciółką, ukochanym za rękę, jak wolicie.
A po powrocie szklaneczka grzanego wina z goździkami i cynamonem, ciepła kąpiel w świetle świec, grube wełniane skarpety na nogi i dawno odkładana "na później" książka.

Rano w weekend trzeba pojechać do lasu na grzyby, jeśli macie psa, będzie najszczęśliwszy z tego wypadu. W końcu coś wypada ususzyć na święta ;) Zresztą szukanie, a właściwie znajdowanie grzybów było dla mnie zawsze tym samym co dla dziecka otwieranie jajka z niespodzianką.

Jesienią pieczemy dojrzałe, słodkie jabłka z ogrodu, dodajemy do ciast cynamonu (no dobra, chyba do wszystkiego dodajemy cynamonu ;) ), robimy pierniczki, ciasto dyniowe. Ta pora roku jest królową kuchni. Marynujemy zebrane grzyby, inne suszymy. Gotujemy konfitury, robimy przetwory na zimę.
Po pracy, czy w dzień wolny można wybrać się do herbaciarni, która nieodzownie kojarzy mi się z jesienią. Migdałowa lub cynamonowa herbata w babcino-wiktoriańskich wnętrzach. Oczywiście w sklepach jest wiele herbat pomarańczowo-jabłkowo- cynamonowych, jabłkowo-waniliowo-cynamonowych lub po prostu cynamonowych, ale to już nie to samo co rozmowa szeptem wśród koronkowych abażurów, kwiecistych poduszek i ogrzewacza na dzbanek w kształcie krówki.

Moja ukochana, wszystkim łodziankom chyba znana herbaciarnia Niebieskie Migdały:




Moja jesień pachnie ciastem, cynamonem, goździkami i jabłkami...
Jest oprawiona w dzianiny... przytulne pledy, wełniane chusty, rękawki i opaski robione na drutach.
Futrzane narzuty i dziesiątki poduszek, a w tym wszystkim wygrzewa się smacznie kot.
W unoszącym się zapachu aromatyzowanych świec błakają się nuty symfonii Beethovena i Vivaldiego.
Światło jest przyciemnione, pokój oświetla mała lampka w rogu pokoju. Na stoliku przy fotelu stoi gorąca herbata i ciasteczka. Na oparciu leży otwarta książka z lekko pożółkłymi kartkami - To Harry Potter, do którego zawsze warto wrócić i zanurzyć się ponownie w świecie Magii.

Dalej mamy pogańskie święto Samhain, z którego wykształciło się Halloween (cierpię, że nie przyjęło się w katolandzie, ale jak się miało tu przyjąć? :/) i katolicki dzień Wszystkich Świętych, moim zdaniem najsmutniejsza, najbardziej ponura wersja tego wydarzenia.

"I ognie będą płonąć i koło życia zatoczy krąg i zmarli wrócą do domu w Samhain"

O ile lepiej to brzmi niż wiecheć ze sztucznych chryzantem na granitowym klocku i świeczka, które dziś sprowadzają się do wyciągania z szafy śmierdzącego naftaliną futra z toczkiem i wyścigu kto ma więcej zniczy... Lubiłam nawet cmentarze tego wieczora. Ciepła, złota łuna otwartych szklanych zniczy. Ale i to postęp nam zabrał, zastępując je plastikowymi, czerwonymi pojemnikami z pokrywką i krzywo wymalowanym złota farbą ozdobnym, cerkiewnym (sic!) krzyżem. Yahooo...

W Samhain natomiast wierzono, że dusze wszystkich umarłych w tym roku wracają do swoich rodzin by zamieszkać z nimi przez kolejny rok. Piękne wierzenie :)

Mimo, że kościół, przypadki typu terlikowski (celowo z małej litery) i jemu podobni wszędzie widzą homoseksualistów, aborcję i Szatana, nikt nie zabroni nam ozdobić domu światełkami, dyniami ze świecą w środku i dziesiątkami latarenek, a nawet powiesić sztucznego szkieleta i pajęczyny na ganku i zrobić przebieranej imprezy :) Jeszcze tylko kapelusz wiedźmy i jakiś gumowy nietoperz :)

Zawsze marzyłam o domu z ogrodem, w którym urządzę wielką, Halloweenową imprezę. Przyznam, że bardziej niż na imprezie zależało mi zawsze na tygodniu przed, kiedy to będę latać w tę i z powrotem, skupować dynie i tworzyć klimat.

Wracając na ziemię... uwielbiam zbierać kasztany. Wydłubywać je z zielonym, kolczastych łupinek, albo kłaść na stole i czekać aż same się otworzą. To też takie jajka z niespodzianką. Czasem trafiają się bliźniaki, czasem jeden duży, czasem średni z malutkim braciszkiem - nigdy nie wiesz co jest w środku.

A od listopada powoli czekamy już na święta... i tak mija złota pora roku...

Zrobiłyście już jesienne porządki?
Pochowałyście zwiewne sukienki i sandałki, robiąc miejsce botkom i płaszczom?
Ja jestem gdzieś w 3/4... zostały mi okna, dużo okien, do umycia po remoncie drogi...

Z czym Wam kojarzy się jesień, jakie macie sposoby na smutki tej pory roku?



































































POSH

5 komentarzy:

  1. jesień której nie znosiłam przedstawiłaś w zupełnie innym świetle..
    Aż chce sie na nią czekać!

    Wspaniała notka :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawa notka :3 Ja tam lubiem jesień. Kojarzy mi się z herbatą, kocem deszczem, wiatrem i kolorowymi liśćmi :3 I grzanym piwem <3
    http://tenebris-tene.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Jesienią są moje urodziny. Ale niestety to również bardzo przykry okres - zbliża się święto Zmarłych... Co rusz spoglądałam na Twojego bloga czekając na kolejny wpis, mając w myślach Ciebie i Twoją Babcię. 2 tygodnie temu zmarł mój Tata, jestem już sierotą i ta jesień jawi się tragicznie. Niestety takie jest życie i jakoś musimy sobie radzić... Pięknie piszesz. Jesteś piękna, zarówno wizualnie, jak i wewnętrznie aczkolwiek myślę, że to "drugie" piękno jest niebotycznie ważniejsze. Dziękuję, że mogę czytać Twoje przemyślenia. pozdrawiam ciepło i życzę dużo siły. Kaka.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie piszesz... Uwielbiam czytać Twoje notki ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Słucham Lany Del Rey, z dobrą książką na kolanach ( "Jacqueline Kennedy Historyczne rozmowy o życiu z Johnem F. Kennedym") i kubkiem gorącej herbaty w dłoni. Robi się sentymentalnie i urokliwie.

    OdpowiedzUsuń