środa, 23 października 2013

Sposoby na jesień :)

Polacy to takie człowieki, które wszędzie znajdą dziurę i powód do narzekania. Nie odkrywam tu Ameryki, bo fakt jest powszechnie znany. Szczególnie widoczny, kiedy wracamy gdzieś zza granicy i widzimy te ponure, niezadowolone ze wszystkiego dookoła twarze. Mamy kryzys, zarabiamy coraz mniej, ceny mięsa i skórzanych kurtek rosną jak na drożdżach, ale są rzeczy, które były i będą zawsze za darmo... Tylko już nie umiemy ich dostrzec.
Za każdym razem, kiedy wychodzę na spacer z Edwardem, karcę się w myślach za to, że po raz kolejny nie wzięłam ze sobą aparatu. Czy zrobiłabym cudowne pejzaże na miarę Chełmońskiego? Oczywiście, że nie i nie o to w tym chodzi, ale o samą przyjemność, jaką daje patrzenie na świat kadrem. Zatrzymanie się na chwilę, znalezienie dobrego kąta, zrobienie paru zdjęć (a nuż coś wyjdzie przypadkiem). Przede wszystkim chodzi jednak o umiejętność dostrzegania piękna. Poddania się chwili i popłynięcia z nią - zapomnienia. Poranny mostek w parku osnuty mgłą, mokre liście na ulicy, wschód i zachód słońca na polach z suszącym się sianem, pusta droga pokryta dywanem czerwonych liści. To wszystko cieszy i jesteśmy ogromnymi szczęściarzami żyjąc w klimacie, w którym występują pory roku. A cieszy tym bardziej, jeśli mamy choć cień szansy uwiecznienia tego wspomnienia.
Mam koleżankę, która, kiedy ostatni raz ją widziałam, marudziła, ile sprzątania przez te liście, żołędzie... Ciągle biega i zamiata. I mówiąc ciągle, właśnie to mam na myśli, bo robi to raz, dwa razy dziennie. Ile ja bym dała, żeby mój ogród usłany był szeleszczącym dywanem kolorów. Zakopywałabym w nich psa i bawiła się jak małe dziecko, o zbieraniu liści już w ogóle nie wspominając :)
Pamiętam jak kiedyś zerwałam się w styczniu raniutko, ubrałam niczym bałwan i z kiepskiej jakości małpką wyruszyłam na obrzeża miasta. Warunki były idealne - słońce i świeża kołdra śniegu. Buszowałam po polach dobre dwie godziny, łzy od słońca zamarzały mi na twarzy, ale nie czułam zimna. Byłam tak pochłonięta dzikim, nienaruszonym przez człowieka pięknem. I jeśli pamięć mnie nie myli, był to mój najbardziej udany dzień tamtej zimy. Na sam koniec wytarzałam się w śniegu i wróciłam na ciepłe kakao do domu.
Ciągle ze sobą walczę, by nie zapominać takich małych szczęść, bo mam wrażenie, że z wiekiem stajemy się coraz bardziej sztywni i smutni. Przynajmniej ja się taka staję i trochę mnie to martwi.

Pora roku jest piękna, a pogoda idealna - jednego dnia mgła, drugiego deszcz, a trzeciego słońce i ciepełko, więc aparaty w dłoń i pozwólcie sobie na odrobinę zapomnienia i dziecięcej radości :)







































8 komentarzy:

  1. Jesień jest moją ulubioną porą roku :) A w tym roku jest taka cudowna, że nic tylko chodzić codziennie na spacery.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jesień na fotografiach jest śliczna!

    OdpowiedzUsuń
  3. wow !
    przepiękne fotki

    pozdrawiam serdecznie
    Marcelka fashion

    :)

    OdpowiedzUsuń
  4. zachwyciłam się tymi zdjęciami<33

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowne zdjęcia, jesień jest przepiękna :))

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak ja lubię ten Twój blog. Prawdziwy, szczery zachwyt pieknem dnia codzienego. Moda ale i refleksja a nie tylko lans i bzdety. Tifa

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękne zdjęcia :) Masz ciekawy blog i podobają mi się Twoje stylizacje, więc z chęcią zostaję tutaj na dłużej, więc dodaję do obserwowanych i zapraszam do siebie

    http://www.daariaaa.com/

    OdpowiedzUsuń