wtorek, 29 kwietnia 2014

Nigdy w Życiu

Pewien znany i bardzo ceniony psycholog, i psychiatra zarazem Tadeusz Stelmaszczyk, opowiedział mi kiedyś o "Syndromie Pań z dziekanatu", który jest niczym innym, jak Młotem na hejterów. Polecam też obejrzeć na Youtube inny "młot", pod tytułem "Co mówią hejterzy" autorstwa chłopaków z AbstrachujeTV, który nie przerysowując, oddaje sedno sprawy.

Od momentu rozmowy z moim ówczesnym mentorem na wpisy od "Anonimowych" patrzyłam z uśmiechem politowania, ale dzisiejszy komentarz zainspirował mnie do napisania kilku zdań... (Mam problem z odpisywaniem na komentarze z uwagi na żenujące łącze internetowe, ale obiecuję Wam odpisać, bo kilka wpisów podbiło moje serducho :) )

Pozwolicie, że zacytuję Anonimkę, która natchnęła mnie do dzisiejszego wpisu:
"A nie jest tą księżniczką? Kogo stać na takie życie ile masz koleżanek która mieszkają same i same się utrzymują i jeszcze mają na poprawianie urody?
Czytałaś post Keep Smiling, jej się nie mogło mieścić w głowie że zamieszka kiedyś w małym mieszkaniu? O czym to świadczy? Na pewno nie o tym że znała takie życie.
Sądzisz że skąd ma kasę na nowe mieszkanie, jakieś studia mimo podobnież skończonych innych, własne auto, zakupy, zabiegi w klinikach, utrzymanie zwierząt ? z fotomodelingu? no błagam, nawet nie jest na tym poziomie co Monika Gocman, Pietrasińska, Siwiec, Sikorska itd. Nie ma szans aby się z tego mogła utrzymać. Nigdzie nie widać jej twarzy. Albo rodzice jej pomagają finansowo ( dali/dają kasę na 90% tego + jakiś odziedziczony majątek ) albo ma zajebistą robotę inną niż pisała. Bo w bycie modelką nie uwierzę. "



Nie bardzo wiem, czy powinnam pominąć ten drobny fakt, że co najmniej dwie z wymienionych fotomodelek wyszły za mąż za milionerów, synów posłów, czy senatorów i to stało się ich głównym, jeśli nie jedynym, źródłem utrzymania. Pozostałych dwóch nie znam osobiście, jednak nie o tym chciałam napisać...


Wychowywałam się trochę u babci w mieszkaniu, trochę na górskiej wsi z prawdziwym gospodarstwem i przyjemnością jazdy na leniwych, wielkich, włochatych baranach oraz dojeniu kozy, trochę u rodziców w domu z ogrodem i kilkoma psami. Nigdy wcześniej nie mieszkałam w kawalerce, a jednak teraz świadomie właśnie takie mieszkanie wybrałam. Dlaczego? Bo można "mieć pieniądze, albo wydawać pieniądze". Inwestując w nasz Dream House nie przeliczyliśmy sił na zamiary. Wydaliśmy pieniądze, by później okazało się, że ich nagle nie mamy. Kredyt rósł, zamiast maleć, a wykończenie, które wzięłam na siebie, zrobiliśmy tak źle, jak tylko można. To było moje i Łukasza pierwsze, własne mieszkanie, więc wszystko kupiliśmy z górnej półki. Błąd, duży błąd, którego już nigdy nie popełnię. Pieniędzy włożonych w urządzenie i remont nie było ani trochę widać. Tak jak pisałam, meble za 25tys i te za 400zł nie różnią się wyglądem. Techniczne bajery wcale, jak się okazało, nie ułatwiają życia, za to owszem, psują się w najmniej oczekiwanym momencie. Bardzo się cieszę jednak, że mogłam tego w życiu doświadczyć, bo już wiem, że pewne rzeczy są mi całkowicie zbędne.
Małe mieszkanie, to malutkie opłaty, a w dzisiejszej sytuacji zdecydowanie wolę kupić drogie podręczniki, markową torebkę, czy zabrać psa na komplet szkoleń, niż co miesiąc płacić "haracz" za metraż podłogi, którą trzeba umyć.

Czy byłam "księżniczką"? Oj tak. Kiedy zaczęłam zarabiać łatwe i duże pieniądze, szybko dostałam syndromu nowobogackiej. Jednocześnie podobało mi się to i z tego samego powodu byłam niezadowolona, bo czułam, że się rozpaskudziłam. Kredyt wzrósł o 1000zł miesięcznie, ja po zrobieniu sobie tatuażu straciłam większość angaży, choć zdawałam sobie doskonale sprawę, że tak właśnie będzie. Łukasz stracił stałą pracę w Polsce, a później tę zdalną w Londynie. W skarbonce zaczynało być widać dno, a my byliśmy w czarnej dupie. Moja nowa firma z Designerskimi Meblami, które robiłam własnoręcznie wymagała nakładów na reklamę, a dofinansowania unijne były na dany rok wyczerpane.
To był jeszcze okres, w którym niezbyt wiele wiedziałam o samej sobie. Koniec frywolnego życia oznaczał dla mnie koniec wszystkiego. Wiedziałam już, że wyjazdy na zakupy w Londynie są tak samo przereklamowane jak drogie meble i pięciogwiazdkowe hotele, ale to nadal była wiedza szczątkowa. Wiedziałam też, że Wiedeń śmierdzi niemal identycznie jak Wenecja, a ubrania, ile by nie kosztowały, kupione pod wpływem impulsu, w końcu wylądują na dnie szafy, kompletnie zapomniane. Rok 2013 zabrał mi wszystko co miałam - rodzinę, miłość, stabilizację, pieniądze, dom, całą moją "strefę bezpieczeństwa", z której nie lubiłam się ruszać. I kiedy ta strefa znika, kiedy nie masz się gdzie schować i dokąd uciec.. możesz wszystko. Strach się rozwiewa.

Zaszyłam się na kilka miesięcy i zaczęłam czytać - każdy poradnik dotyczący Zen, Tao, coachingu, psychologii, samorozwoju, psychologii reklamy, konsumenckiego świata zachodu, który wpadł mi w ręce. Siedziałam w pokoiku na piętrze u rodziców w środku lasu i czytałam szukając siebie. Skupowałam książki na Allegro, gdzie ludzie często sprzedawali je za pół ceny, bo od kogoś dostali lub po prostu z antykwariatów. Dotarcie do miejsca, w którym znajduję się teraz zajęło mi pół roku i muszę przyznać, że przez ten czas rozwinęłam się bardziej niż przez całe swoje życie.

Miałam plan na innowacyjny biznes internetowy, potrzebę dalszego rozwoju i chęć pomagania innym. Znalazłam mieszkanie, którego nikt nie chciał wziąć z racji opłakanego stanu, w jakim było. Syf, brud, smród i robaki w komplecie. Na mieszkanie wzięłam kredyt, choć muszę przyznać, że było bardzo tanie. Nie miałam grosza przy duszy poza paroma drobniakami. Słownie miałam w kieszeni z 1500zł. Przychodziłam nieraz do tego swojego grajdołka, siadałam na wiadrze z farbą i płakałam z bezradności. Musiałam zrobić remont sama. Nie miałam pojęcia od czego zacząć. Pomalowałam ściany, ale brud nieubłaganie za każdą warstwą wychodził spod spodu. W końcu jedna ściana odpadła aż do płyty. Skrzyknęłam kilku znajomych i weszliśmy tu razem. Pomogli, ale ile można było zrobić w weekend. Znów zostałam sama, aż do momentu, kiedy nie odezwał się do mnie kumpel z czasów licealnych. Przez dwa tygodnie przyjeżdżał po pracy na dwie godziny i pomagał, a przede wszystkim uczył mnie robót budowlanych. Wkrótce wyjechał do Szkocji, ale ja już byłam obeznana w kuciu ścian, tynkowaniu, rwaniu boazerii i gładziach. Przyszło do mnie z pomocą w najcięższych pracach, vide kucie, paru kolegów, a gładzie nauczyłam się kłaść idealnie. Ba! Nawet mi się to podobało. Tak bardzo, że zamiast kawałka kuchni pociągnęłam całe mieszkanie łącznie z sufitami. Wracałam do domu spać i nie wiedziałam jak się nazywam. Często kładłam się z białymi od pyłu włosami, bo nie miałam nawet siły się umyć. W międzyczasie szukałam studiów podyplomowych z coachingu, bo czułam, że muszę pociągnąć ten temat dalej. Nie było tak łatwo - pierwsza szkoła mnie odrzuciła, ale szukałam dalej. Czułam, że jest to coś, co muszę zrobić. W końcu się dostałam, do Wrocławia.
Mimo, że coś szło do przodu, nadal potrafiłam przyjść "do siebie", usiąść bezradnie w środku tego remontowego syfu i ugiąć się pod ciężarem rzeczywistości. Remont się ciągnął, a mój miesięczny nakład finansowy nie pozwalał na wynajęcie ekipy. W pewnym monecie okazało się, że sama nie jestem w stanie więcej zrobić. Fartem, w tym samym czasie moja mama wymyśliła, że mamy starego przyjaciela rodziny, który zajmuje się remontami. Przyjechał, wymienił mi wannę i toaletę. W sklepie podpatrzyłam, jak tnie się wykładziny, więc następnego dnia zaopatrzyłam się w odpowiedni nóż i podłoga w kuchni i łazience była gotowa. M. pomógł mi z malowaniem, kiedy tylko się poznaliśmy, ale nie mieszkając na stałe w Polsce, niewiele mógł zrobić. Meble skręcałam na gwałt, na wczoraj ze znajomym prawnikiem (ciekawe, czy to podniosło ich wartość :D), a kuchnię i wiercenie, którego się bałam, załatwił M. podczas kolejnego przyjazdu do Polski.

Szkołę mogłam opłacić dzięki pieniądzom z wynajmu naszego Dream House. Wszystko szło dobrze. Koszta remontu były niewielkie, bo większość rzeczy robiłam sama, a koledzy pomagali za darmo.

Tylko wciąż czegoś mi brakowało. Może jakiegoś większego sensu, celu w życiu? Myślę, że kobietom, które mają dzieci jest się łatwiej rozstać. Mają kogo kochać, kim się opiekować... a ja nie miałam kotwicy. Byłam tak wolna, że aż czułam bezsens. Musiałam znaleźć ukochane hobby, najlepiej żywe, takie, które można przytulić.
Znalazłam go w ogłoszeniu na Facebooku. Był idealny. Najpiękniejszy Owczarek Niemiecki, jakiego w życiu widziałam. Porzucony gdzieś na działkach, dziś mieszkał w schroniskowym kojcu z drugim psem. Grzeczny, spokojny i bardzo zagubiony. Jeśli można pokochać psa widząc jego oczy na zdjęciu, to tak właśnie się stało. Przejechałam po niego pół Polski i przelałam na futrzaka wszystkie swoje ciepłe emocje i potrzeby opiekowania się jakimś żywym stworzonkiem. Był koszmarnie chudy i miał biegunki, ale w schroniskowej rzeczywistości to normalne. Jak się niestety okazało, nie w jego przypadku. Larson był bardzo chory, a operacje wyniosły ponad 3,5tys zł. I znów byłam w czarnej dupie. Mieszkanie wymagało jeszcze nakładów finansowych, szkoła ciągnęła ze mnie miesięcznie za dużo, a kliniki weterynaryjne wołały spłaty rachunków. Skontaktowałam się z ludźmi, z którymi już pracowałam i dostałam pieniądze za sesję z góry. Jedna z psich fundacji udostępniła mi konto do zbiórki pieniędzy na długi Larrego, zorganizowaliśmy tzw bazarek. Kiedy uspokoiłam się finansowo, pozostał strach, że on tego nie przeżyje. Właściwie tyle złego mi się już wydarzyło w tak krótkim okresie czasu, że byłam pewna, iż i on mnie opuści, tym bardziej, że rokowania nie były ciekawe.

Dziś Larson ma się dobrze, bryka i tyje jak na drożdżach. Za "parę kilo" idziemy na szkolenie najpierw z posłuszeństwa, a później na psa obronnego, bo Larry jest bardzo o mnie zazdrosny, co jest dla owczarków dość typowe. Z remontu zostało mi założenie krat, wymiana drzwi, kupno kilku pierdół, mebli do łazienki i wywiercenie paru dziur, które zresztą zaraz idę wiercić. Dziś podłączyłam zlewozmywak, więc powoli przestaję żyć jak zwierzę i zmywać talerze w wannie...

Moje całkowite wydatki remontowe to 2,5tys sam "czysty remont", w kolejnych 3tys zamknęłam się z wyposażeniem i meblami (sprzęty typu lodówka, kuchenka kupiłam używane, sprowadzone z Niemiec) i jakieś 2tys jeszcze przede mną. Kraty robi mi znajomy po cenach materiału, a jedynie za wymianę drzwi będę musiała zapłacić komuś z zewnątrz.

Powoli tez siadam do pisania dwóch unijnych biznesplanów wraz z firmą z Poznania specjalizującą się w dotacjach. Jeśli się uda, otworem stoi przede mną Jeremie, na którego można kupić samochód, a nawet mieszkanie...

Wszystko można, tylko trzeba to w sobie najpierw znaleźć, a właśnie same poszukiwania są najcięższe. Tylko nie jesteśmy skazani na robienie tego samemu. Tak jak dietetyk pomaga z ułożeniem i utrzymaniem diety, a trener w odzyskaniu formy i pięknego ciała, tak coach pomaga wyznaczyć w życiu cele i do nich dążyć.

Wrócę jeszcze na chwilę do cytowanej Anonimki, bo może kogoś jeszcze ten temat ciekawić. Z racji dużego tatuażu nie pracuję już przy typowej polskiej komercji, a w niszy fotograficznej i przy filmie, gdzie tatuaż dla charakteryzatora, choćby był na całej twarzy, nie stanowi większego problemu. W reklamie, gdzie tatuaże można schować pod ubraniem, ale przyznam, że rzadko mam czas jeździć na castingi do Warszawy. Polski świat fotomodelingu kręci się głównie wokół sesji bielizny, a tam od kilku ładnych lat wymagany jest, że tak to potocznie określę, silikonowy biust, którego przed czterdziestką nie zamierzam sobie robić... A co poza tym? Kontrakty, na które wyjeżdża masa dziewczyn mało znanych z reklam w babskich gazetach i internetowych sklepów z bielizną w Polsce. Głównie Chiny, Turcja, czasem Francja. Kontrakt gwarantuje 4-5tys zł na czysto miesięcznie, niewiele, bo trzeba spłacić koszta zakwaterowania, jedzenia i kierowcy plus prowizja dla agencji. Praca polega na odsiadywaniu na co najmniej dwóch castingach dziennie. Z trzymiesięcznego  wyjazdu przywozi się te 12-15tys zł. Castingi to nie jest taka złota robota, często w kolejce siedzi się po sześć i więcej godzin gapiąc w ścianę, a tak długa bezczynność jest gorsza od jakiejkolwiek pracy. Poza tym są zwykłe publikacje w prasie, za które można zgarnąć 3tys zł dniówki, tylko to się zdarza... raz na rok jeśli masz szczęście. Do tego dochodzą przeróżne chałtury, więc wyżyć owszem można było i to całkiem nieźle, ale zanim przyszedł do Polski kryzys... Pomijam oczywiście dziewczyny ze słynnej afery z udziałem córki znanego muzyka i żony innego muzyka, które dorabiały na nockach u Szejków i Radka M, które teraz między innymi reklamują bieliznę ;) To ogólnie nie jest fajny światek. Dużo propozycji od mało atrakcyjnych, majętnych Panów. Bicie się o ochłapy, komu redaktor naczelny podał rękę i przekrzykiwanie, kto ma jakie kontakty (a de facto robią sesje do znanych magazynów za free, żeby się pokazać). Zauważyłam jeszcze trzeci rodzaj "Wschodzących Gwiazd", które masowo pojawiają się wszędzie tuż po tym, jak na prywatnym koncie znanego fotografa lądują ich wspólne zdjęcia pod tytułem "ja i moje nowe kochanie". Każdy sposób jest dobry, jeśli tylko działa.

Co jeszcze w życiu robiłam? Projektowałam elewacje domów, głównie w stylu francuskich dworków, bo taka była wizja pracodawcy. Projektowałam wnętrza, dla tej samej firmy, co elewacje. Ostatnio w ramach nauki, robiłam film na podstawie projektu 3D jakiegoś pałacu dla klienta z Białorusi, który - niespodzianka - nie zapłacił. Pracowałam jako Personal Shopper i do tej poru paru moich kumpli nie kupi beze mnie nawet szalika. A zaczynałam - jak każdy - pod koniec liceum jako kelnerka i hostessa.

Dziś, jeśli akredytuję się w ICI i ICF, mogę pracować w dowolnym kraju na świecie. Jeśli finanse pozwolą, w wakacje zrobię szkołę trenerską, co razem z coachingiem i znajomością mody oraz podstawowym poczuciem estetyki da mi możliwość prowadzenia już samodzielnie warsztatów z kreacji wizerunku. Zdecydowanie w tym temacie wolę pracować z kobietami. Warsztaty samorealizacji to też moje marzenie. Lubię pomagać ludziom się rozwijać... wręcz obsesyjnie :) Bo jeśli ja dałam radę, to dlaczego inni mieliby nie dać?

POSH

22 komentarze:

  1. jestem wykończona dzisiejszym dniem, ale nie mogłam się oderwać od Twojego wpisu! Mam głowę pełną pozytywnych myśli i podziwiam Cię w każdym calu:) Ja właśnie szukam pomysłu na swoją "karierę", bo zmarnowałam 5 lat na studiach o wszystkim i niczym, a moja mama wtopiła to pieniądze:/ bo studia były zaoczne, więc tyle dobrze bo chociaż sobie pracowałam dorywczo w tym czasie:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za miłe słowa i cieszę się, że jakoś Cię podbudowałam :)
      Wiesz, moim zdaniem nasz system edukacji jest w ogóle źle rozwiązany. Który osiemnastolatek jest w stanie podjąć właściwą decyzję na temat swojej przyszłości?

      Usuń
  2. Ja również...a żeby się dobić to 6 lat studiowałam,...i teraz mam wielkie G...
    A pieniądze sama wtopiłam, zarabiając na stażach z urzędu, pracach na czarno dzięki czemu mam teraz Echo w CV. Nie miałam na auto, ciuchy, kosmetyki jak moje koleżanki.
    Mnie zawsze pociągała moda ale połączona z fotografią...pociągała bo czy jest sens się w to zagłębić?
    Paula czy takie studia są drogie? Ciężko się na nie dostać? trzeba spełniać jakieś trudne warunki ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja cztery... i nigdy nie poszłam w swój zawód. Już na specjalizacji wiedziałam, że robię ogromny błąd. Montaż filmu i dźwięku? Na co to komu... Tym bardziej, że nienawidzę pracy przy komputerze. Pieniądze w błoto, bo studia wymagały własnego mini warsztatu w domu. Na zaliczenia wydawałam po 150zł na przedmiot. Co z tego, że miałam piątki, że moje prace jeździły na wystawy do Berlina... G*wno... Co mi po umiejętności odróżnienia okresu w jakim powstał obraz poprzez układ namalowanej tkaniny. Umiem wytrawić płytki w kwasie, zrobić linoryt. I zbyt telepią mi się ręce, żebym bawiła się w robienie biżuterii z metalu. Przez lata babrałam się w rozpuszczalnikach, farbie olejnej i tuszach drukarskich, żeby koniec końców znienawidzić sztukę jako taką. Jedyna fajna praca, jaką mogłabym podjąć po studiach, to ta w tradycyjnej ciemni fotograficznej, a takie już wymarły.

      Są zarówno studia podyplomowe jak i szkoły coachingu. Te ostatnie trzeba sprawdzić na prawo i lewo, zanim się zapłaci, bo poziom drastycznie spadł. Ceny wahają się od 7 do 15tys, w zależności od tego, ile stopni chce się zrobić (są trzy). Najchętniej przyjmują już pracujących w zawodzie psychologów, ale można się dostać "z ulicy".

      Usuń
  3. Nawet nie wiesz jakie Twoje słowa są motywujące. Dla mnie mają znaczenie. Czytam i zaczynam myśleć że i ja mogę coś w końcu zrobić ze sobą. Stara już jestem, 30tka i zero osiągnięć, a dotychczas jedynie praca dorywcza. Marzyły mi się studia podyplomowe ale po koleżankach widzę, że to zły kierunek, niewłaściwa myśl, znowu studia i strata kasy, a pracy jak nie ma tak nie ma.
    W każdym razie, miło jest poczytać coś budującego. Jak tak czytam każde kolejne słowa (Twoje) to mi takie porównanie się ciśnie na usta: idziesz jak burza do celu. To jest fajne. Fajne że kobieta może, piękna i inteligentna, a nie głupia jak się powszechnie sądzi o kimś urodziwym. Takie posty uwielbiam. Jeśli skończysz te wszystkie szkolenia ja się zapisuję na takie kreowanie wizerunku.

    Mam nadzieję że zdołasz naprawić logo, bo było przecudne. Mi się marzy zostać grafikiem komputerowym. Jeżeli chodzi o studia to raczej odpadają, pozostają jedynie kursy. Zrobię za niedługo. I również...jak wyżej fotografia. Miałam taką o jakiej piszesz w licem sztuk plastycznych. Pracowałam w ciemni. I mi się to podobało. Jednak nie wiem czy nie "porywam się z motyką..." w końcu obecnie jest tylu grafików, fotografów. Ale jak nie Polska to może za granicą. Przy okazji nauczę się porządnie języka w college'u... Mam zamiar zmienić miejsce ze Szkocji na Anglię. Zobaczymy czy starczy wiary w siebie.
    Mam głęboką nadzieję że pisać będziesz nadal. Brakuje takich mądrych blogów.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ty już nie pozujesz do zdjęć? Pokazałabyś nam jakieś swoje dotychczasowe, chętnie zobaczę. Bardzo lubię zawsze oglądać.
    Nawiązując do twoich słów, nie wszystkie dziewczyny mają mężów milionerów czy sportowców. Wiele zaczynało robiąc sesje tfp i kupując sobie zdjęcia (min. matylda wielgosz, monika jaros, ola wanserska, marta gut, ola brunath,wiola budnik-jűhlke itd.) by mieć świetne pf, inne natomiast ( min. karolina morawiec, anita sikorska, monika grela) zostały zauważone przez fotografów i też pracowały dużo tfp by teraz po wielu latach coś osiągnąć. Jest jeszcze grupa tych mocno poprawionych które właśnie po zrobieniu wszystkich możliwych zabiegów mają teraz zlecenia w bieliźnie (paula tumala, pietrasińska, natalia siwiec, siostry godlewskie). O kwestii pracy jako "dziewczyna do towarzystwa" nie będę się wypowiadać ale wiem które w tym działają i dzięki temu również wypłynęły.
    A na castingi jeśli chodzi o sesje bielizny i inne się już nie chadza, fotograf wybiera sobie dziewczynę albo klient z nadesłanych zdjęć. I najczęściej pada na znajomą fotografa albo kogoś z polecenia. Chyba że mówisz o castingach do reklam tv to tak. Trzeba iść i się pokazać.

    OdpowiedzUsuń
  5. w jaki sposób zaczęłaś tak dużo zarabiać?

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślicie, że jakby była pustą lalą tak jak ktoś napisał to koledzy pomogliby jej "na piękne oczy" w remoncie mieszkania? Czy adoptowałaby psa ze schroniska? Jest piękna i wie czego chce co wcale nie znaczy, że dzięki temu ma w życiu łatwiej. A dla mnie jesteś super za to, że wzięłaś psa ze schroniska i stworzyłaś mu kochający dom. Ludzie którzy szanują i kochają zwierzęta nie mogą być źli!

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam czytać Twojego bloga, ciesze sie ze wrócilas. Jesteś nie tylko piękna ale inteligentna.

    OdpowiedzUsuń
  8. Paula kiedy się pojawisz w jakimś pięknym zestawie?
    Zawsze tak ładnie się potrafiłaś ubrać, pomalować. Czy znalazłaś swój idealny sweter bliźniak w stylu Bree?
    Czekam z wielkim utęsknieniem.
    pozdrówki

    OdpowiedzUsuń
  9. Trzymam za Ciebie kciuki:) przeszłam rozstanie pare lat temu i równiez zostalam na lodzie, poczatkowo zaczelam wynajmować mieszkania a pozniej zmobilizowalam sie i kupilam male mieszkanie. Znalezienie milości obecnie meża trwało 5 lat przez które borykałam się i próbowalam zapomnieć ale bylo warto czekac!!!! zyje teraz skromniej z wartosciwym człowiekiem jestem szczesliwa. Nic nie jest proste i latwe w życiu ale uwazam , że każde doswiadczenie nas uszlachetnia . Wiesz czuje w Tobie bratnią dusze moze ze wzgledu na podobne gusta muzyczne mamy w sobie taki jakiś mrok serdecznie Cie wspieram choć wirtualnie Klaudia

    OdpowiedzUsuń
  10. Muszę przyznać, że przywracasz mi wiarę w lepsze jutro :) Aż wieje od Ciebie siłą i pozytywnym podejściem do życia nawet w chwilach ciężkich. Ja również rozstałam się, niestety związek był wyjątkowo paskudny, kilka zdrad ze strony "ukochanego", mnóstwo kłamstw i robienia ze mnie idiotki, cała masa wykorzystywania. Jak dotąd się nie podniosłam, ciężko przeżyć tyle złego a jednocześnie uwierzyć, że się doświadczyło tego z ręki mężczyzny, za którego bym się dała zastrzelić. Niby widząc to wszystko powinno być mi łatwiej, że nie warto, że jak on mógł, ale wciąż serce swoje i kocha drania. Ale czytając Twój post mam zupełnie inne spojrzenie na wszystko. Że da się wszystko poukładać, można sobie poradzić, zacząć od nowa, ba że nawet może być jeszcze lepiej. Dzięki za taki osobisty wpis :) I życzę Ci najlepszego!

    E

    OdpowiedzUsuń
  11. Kurczę, kiwam głową ze zrozumieniem.
    Ostatnio rozmawiałam z przyjaciółką na temat naszych osiągnięć życiowych: ona producent filmowy z pewnym doświadczeniem, ja architekt krajobrazu z pewnym doświadczeniem, obydwie cały czas próbujemy przebić głową ścianę, bo "ciągle coś". Wypiłyśmy toast za to żeby "przestać się wreszcie tylko dobrze zapowiadać, ale wreszcie zapowiedzieć na dobre".
    Przebijamy tę ścianę już 6 lat, na razie są pęknięcia, ale do cholery, musi się wreszcie rozwalić, bo w końcu musi i kropka.
    Powodzenia we własnych dążeniach!

    OdpowiedzUsuń
  12. Paula a zdradzisz jak zacząć zarabiać jako fotomodelka? Ja marzę o takiej pracy ale nie wiem co zrobić aby chociaż trochę zarobić, każdy mi robi zdjęcia tylko tfp.

    OdpowiedzUsuń
  13. Paula ogromne gratulacje dla twojej wytrwałości i umiejętności wzięcia się w garść i wyznaczenia sobie celów! Bardzo się cieszę, że wróciłaś! Twój blog się zmienił razem z tobą, dojrzał i zmienił priorytety, super, że jesteś!
    Mam ogromną prośbę, czymogłabyś polecić jakieś fajne książki na temat coachingu, motywacji, wyznaczania sobie celów na życia itp.? Byłabym ogromnie wdzęcza... A może, jakbyś miała czas i ochotę, napisałabyś jakiś post lub serię na ten temat: jak się motywować, jak wziąć się w garść, ustalać cele... Byłoby bardzo fajnie :)
    Ściskam i buziaki :)
    Monika

    OdpowiedzUsuń
  14. Paula odezwij się... czekamy...

    OdpowiedzUsuń
  15. Podbijam. Czekamy :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Paula ja baaaardzo baaaardzo cenię sobie Twój blog :) generalnie przestałam już wchodzić na niego ze względu na ciuchy, jakoś zmieniłam stylówkę, ale super piszesz i wydajesz mi się fajną dziewczyną :) Bardzoo podziwiam Twoją wytrwałość! Nie nazwałabym Cię księżniczką, nawet kiedy miałaś lepszy rok umiałaś napisać o środkach ekologicznych do czyszczenia, które są zwyczajnie tanie. Masz superdoświadczenia i nikt Ci ich nie zabierze, pamiętaj o tym :) I nie jesteś zupa pomidorowa, żeby Cię wszyscy lubili,o! :P ps. keep writing :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Paulinko znowu nam zaginęłaś... :( Znajdź choć chwilke i daj znać co u ciebie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Produkuję post z zestawem na piątkowe wyjście, nie przeszkadzać :*

      Usuń
  18. :) lubię Cię tak po prostu, jesteś jedyną blogerką - a je też lubię - która naprawdę ma coś do przekazania oprócz zdjęć

    OdpowiedzUsuń
  19. Łyknęli wszyscy historię niczym młode pelikany. To fakt, piszesz fajnie i ciekawie. nie wierzę jednak w Twoją ciężką pracę. Non stop siedzisz w domu. Twoje przychody są wielką zagadką i nie mydl ludziom oczu, że to wszystko jest takie proste i oczywiste.. Pieniądze z wynajmu DH przeznaczone na szkołę? A z czego spłaca się kredyt? :) kręcisz.

    OdpowiedzUsuń