czwartek, 18 września 2014

Pozbyć się Trolla

Nie jest dobrze... przez dłuższą chwilę musiałam się zastanawiać, jaki jest adres mojego bloga. Dobrze, że chociaż blogger miał hasło w autozapisie...

Niezgrabnie podrygując w rytm starych utworów KoRna w przód i w tył - na wzór Davisa - dla przeciętnego przechodnia muszę jawić się osobą z atakiem padaczki, a że rolet jakoś jeszcze nie założyłam, no cóż... Kiwam się więc mamrocząc, ile pamiętam z tekstu kawałka Faget i składam swoje zdobycze. Rozsądne zakupy, jak staram się samą przed sobą tłumaczyć. Czytając napis na wewnętrznej stronie t-shirtu uświadamiam sobie swoją geograficzną ignorancję w kwestii położenia Bangladeszu. Składam dalej, zanoszę do szafy i tylko z perfekcyjnym (bo przecież muszę, MUSZĘ) ułożeniem satynowego szlafroka mam problem nie do rozwiązania - jak nie ułożę, tak się rozwali. Porzucam, wracam do cieszącej wzrok kupki na łóżku. I od nowa - w kosteczkę, do szafy, w kosteczkę do szafy. Każde na swoje przydzielone wcześniej miejsce. Natręctwa mają swoje plusy... czasem nawet nazywam je filozofią Zen i idealną harmonią (ciuchów na półce). Półka czeka pusta, od kilku dni, kiedy to wygoniłam z domu trolla. A trolla wygonić nie łatwo, bo siedzi w każdym z nas - wyciągnięty na tyłku i kolanach dres, ale przecież mam go już tyle lat, zżyliśmy się ze sobą! Gatki o idealnym kroju, ale ... no właśnie, one są w tygrysa, a na deser obszyte różową koronką. Nie lubię ich, więc są "po domu". Biała koszulka wpadła do czarnego prania? Po domu! Po domu to odpowiedź na każdą próbę pozbycia się łacha, który woła, że chce do śmieci. Oj było tego... około setki. Kupiony sweter okazał się niewypałem? - Po domu!

I tak by było do dziś, gdyby nie mój stary znajomy, przy którym akurat zmieniałam spodnie z dresu na te "do ludzi".
- Serio?
- Oj wiem, ale mają świetny krój...
- Serio?! To jest tygrys...
- No masz racje, ale po domu...
- TO
- JEST
- RÓŻOWY
- TYGRYS
- No dobra, wyrzucę...

Kto jak kto, ale gość, któremu dobieram na zakupach ciuchy nie może mi wytykać, że sama wyglądam... "po domu". Niby kupuję co jakiś czas garderobę domową, ale zupełnie nie pamiętam o jej dacie przydatności do użytku i tym sposobem zgrabne spodnie do fitnessu zamieniają się w pieluchomajtki dla seniorów.

Dużo czasu spędzam w domu, teraz jako studentka mam jeszcze wakacje i nie widzę najmniejszego sensu, żeby siedzieć ten czas ubrana tak, że aż sama ze sobą źle się czuję. Na szczęście na listonoszu nie robi to większego wrażenia, ale na mnie już tak. Znienawidzony dresik V'S, który miał inny odcień niż na zdjęciu, a każdy pytał dlaczego na turkusie jest napisane PINK, koszulka przywieziona jakieś sześć lat temu z Londynu i obecnie przypominająca ścierkę do podłogi, nieudany sweter, pięć par tygrysich gatek... Długo by wymieniać. Ustawiłam na środku pokoju kosz z nowym workiem i zgodnie z radą Leo Babauta, uzbierałam do niego sto przedmiotów. Łachów, że się tak wyrażę.
Za każdym razem, by poprawić swoją motywację, z kwaśną miną mówiłam do siebie "Serio?!" i wywalałam :) Nie było już rezerwowej opcji "po domu", więc wpadki zakupowe powędrowały do mamy i na psie bazarki. Tym sposobem pozbyłam się spędzającego mi z oczu sen problemu - koszul gniotących się od samego patrzenia na nie. Mama sobie wyprasuje... zresztą to bardziej jej kolory niż moje. Co z metkami i nowe, dawaj na Allegro. Po grzyb mi trzy identyczne, czarne ramoneski? Out! Po co mi dwie pary białych jeansów, sweter, który "może kiedyś założę", ciuchy w kolorach, które zupełnie mi nie pasują... A tak, tego... ten kolor był chyba modny... kiedyś, tylko, że wyglądam w nim jak topielec wyłowiony po dziesięciu latach z zimnego jeziora.
Z ciuchami po domu miałam zawsze ten problem, że "szkoda", szkoda niszczyć. Jedynym sposobem było więc wyrzucenie wszystkiego, żebym nie mogła wcisnąć się w ulubionego wycierucha, zostawiając nowe, zgrabne dresiki na "specjalną okazję", cokolwiek miałoby to niby znaczyć.

Tak nam zakodowano, nam urodzonym w latach osiemdziesiątych, kiedy wędlina i papier toaletowy były jeszcze na kartki, a o pampersach nikt nie słyszał. Trudno było cokolwiek dostać, więc wszystko składowano na specjalne okazje, które koniec końców nigdy nie następowały.  I tak w moim domu rodzinnym rosły sterty kieliszków wyciąganych tylko raz w roku na imieniny, sweterków, z których nieubłaganie wyrastałam, a nawet zabawek, które były starannie pakowane i chowane. Jaka może być bardziej specjalna okazja, niż życie? Ślubna zastawa mojej Babci... Nie wiem, czy użyła jej choć raz. Umarła rok temu.
Ileż to miałam ciuchów na "specjalne okazje", które zwyczajnie i bezpowrotnie wyszły z mody, albo po prostu przestały mi się podobać.
Specjalne okazje są każdego dnia, bo nigdy nie wiemy, ile tych dni nam jeszcze zostało.

Była u mnie niedawno znajoma, mierzyła jedną z sukienek, które sprzedawałam. Pod zwyczajnym, luzackim ubraniem miała piękny komplet bielizny idealnie kontrastujący z jej świeżą, wakacyjną opalenizną. Cholera, kiedy ja miałam na sobie komplet? Na randce? Nie pamiętam... Prawdopodobnie tylko podczas "specjalnych okazji" :/ Kiepsko, kiepściutko. Mieszka we mnie mały, kudłaty troll i ma się całkiem dobrze, jednak co zrobi, gdy nie będzie miał w co się ubrać?



Moje antytrolowe zestawy domowe :)
Reszta w śmietniku.

 Całość Etam, Buty H&M


H&M



Koszulka Etam, reszta H&M


H&M

Całość H&M, buty Etam



PAULINA

23 komentarze:

  1. No w końcu jakaś notka! Domagam się abyś częściej pisała. Mogłaś dodać fotkę w którymś zestawie - dawno już Cię nie widziałyśmy :)

    Cys

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejjju, te rzeczy są takie puszyste, pastelowe, cukierkowe <3<3<3
    Wiesz, dałaś mi do myślenia tym postem. Przytoczę pewną historię- kiedyś o 22 jakieś hałąsy na klatce, zamieszanie- nagle walenie do drzwi- straż pożarna! ALARM BOMBOWY, wszyscy ewakuacja! Natychmiast. Założyłam trampki i przed blok... Cholera. Za chwilę spojrzenie na siebie. T-shirt mojego brata z napisem GIMNAZJADA 2009, legginsy w zebrę o wymownej długości 7/8 , a na to zarzucona bluza Pumy z lat 90 :) ...Za chwilę spojrzenie na inne Panie- częsc jeszcze ubrana , reszta w gustownych dresikach. Najgorsze było to, że zaraz przyjechała lokalna telewizja !!!!!!!!!!!! A moje zdjęcie !!!!!!!!!!!!! na tle akcji strażaków było na okładce dzielnicowej gazetki!!!!!!!!! Trauma do końca życia!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uśmiałam się czytając ten komentarz! Super historia :D
      W sumie chyba też zainwestuję w ŁADNE ubrania po domu, bo czasem kiedy ktoś mnie z nienacka odwiedza to czuję się właśnie jak taki TROLL.
      Paula, mam nadzieję, że znajdziesz czas, aby trochę częściej pisać. Twój blog jest jedynym, którego odwiedzam tak często i WYCZEKUJĘ na nowe posty :)

      Usuń
  3. Fajnie, ze wrocilas :) Bardzo lubie czytac Twojego bloga, bo masz fajny styl pisania, taki ludzki i normalny, nie starasz sie byc na sile dla kazdego poprawna :) Przyznam sie szczerze, ze zainspirowalas mnie tym postem. Pewne dzialania w kierunku ogarniecia swojego wewnetrznego trolla poczynilam po obejrzeniu filmiku Mimi Ikonn o tym dlaczego zawsze nalezy ubierac sie w swoje najlepsze ciuchy. Mimo ze jest juz lepiej niz kiedys to mimo wszystko ciagle brakuje mi motywacji. Dlatego Twoj post jest dla mnie bodzcem zeby pozbyc sie z szafy wszystkich neonowo zielonych koszulek z dziecinnymi napisami, w ktorych chodze tylko po domu (nie mam pojecia jak to sie stalo, ze mimo iz w zieleni wygladam jak gnijaca panna mloda mam jakies 5-6 t-shirtow w tym kolorze). Ponadto wywalam stare, dziesieciolenie koszulki, ktore sluza mi za pizamy i zaczynam spac w ladnych i dziewczecych pizamkach. Obecnie wlasnie szukam takiej pizamki jak na pierwszym zdjeciu, tzn spodenek i bluzeczki z wykonczeniem z koronki ale jakos kiepsko mi to idzie :) Fajnie by bylo jakbys zagoscila w blogosferze tym razem na dluzej ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Echh, świetny post i temat zawsze na czasie.. U mnie dokładnie tak samo. W mojej szafie - na wieszakach i półce można znaleźć tylko rzeczy, które zakładam gdy gdzieś wychodzę:) Natomiast w koszu na pranie, który nigdy nie został użyty zgodnie z przeznaczeniem, przechowuję ciuszki "po domu" i tak jak u Ciebie, trafiają tam rzeczy nowe, które z jakiś powodów mi nie pasują, a także ubranka "wyjściowe" lekko zużyte, których po prostu szkoda mi wyrzucić. Jednak mam jedną zasadę: nie zostawiam rzeczy poplamionych, z dziurami czy powyciąganych.. Po domu też muszę i chcę wyglądać jak człowiek:) co do ubrań na "specjalną" okazję - takowe posiadam: sukienki, bielizna, buty a nawet płaszcz, i aż smutno mi się robi gdy pomyślę, że jeszcze nigdy ich nie założyłam, kupiłam ale nie było okazji ich wykorzystać:( często jeszcze z metkami czekają na swój dzień..ten wyjątkowy, tylko kiedy on nadejdzie? Przecież mamy tylko jedno życie, każdy dzień powinien być celebrowany...

    OdpowiedzUsuń
  5. super ze wrocilas!!!!!! pisz czesciej! To jedyny blog modowy na ktory stale zagladam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Pierwszy raz(!)...Tekst czytany zrobił na mnie TAKIE wrażenie. Paulina, uderzyłaś mojego Trolla maczugą:). Siedzę w podkoszulce z napisem ANGEL, szortach w kolorze zgniłej zieleni (bo kiedyś puściłam białe pranie z granatową gąbką do naczyń), a pod spodem mam majtki z Tesco i sportowy biustonosz z Lidla...
    Macie racje co do tych "SPECJALNYCH OKAZJI", trzeba się ogarnąc.
    Ps. Kiedyś zimą nie chciało mi się golic nóg. Brak chłopaka i przerwa semestralna były przyczyną pokaźnego zarostu:). Oczywiście skręciłam nogę i oczywiście na pogotowiu MUSIAŁ ją oglądac przystojny lekarz. Od tego makabrycznego przeżycia mam zawsze starannie ogolone nogi:):):). Czas zabrac się za "ciuchy po domu".

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja zwykle oddaje takie rzeczy moim kuzynkom:) wtedy nie szkoda mi ich wyrzucać i wiem, że sprawię komuś radość ;) Co do tych 'na specjalne okazje' doskonale to znam, bo tego nauczyła mnie mama, choć ostatnio staram się, aby każdy dzień był taką właśnie okazją ;)
    Trzy ramoneski?? Ojej... a w mojej szafie nie ma ani jednej, aż wstyd się przyznać ;/

    cieszę się, że znów jesteś! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Boże jakie piękne, pastelowe koloryyyy <3 Obserwuję i zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Przydałoby się zabić tego domowego trolla który we mnie siedzi :P

    OdpowiedzUsuń
  10. Ojej jakie to prawdziwe... Tych moich rzeczy PO DOMU tez by sie pewnie ze sto uzbierało... Masakra jakaś. I tez zawsze lepsze rzeczy zostawiam na SPECJALNA OKAZJE. Jaki człowiek niemądry czasem :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Ach my kobiety!!! przestrzegam przed trzymaniem wszystkich niepotrzebnych łachów, bo jak przyjdzie do przeprowadzki do nowego mieszkania czyli tak jak u mnie w tej chwili to tragedia!!! wynoszę i wynoszę worki z ubraniami na śmieci do kontenerów i końca nie widać ubrania straszne - niektóre nie nadają się dla powodzian!!! pozdrawiam Kama

    OdpowiedzUsuń
  12. Mam te szare butki z H&M i je uwielbiam ;) Wygodne, miękkie i przede wszystkim ciepłe (jestem zmarzlakiem i bardzo szybko marzną mi stopy)! Tylko pozbyłam się tych kokardek...

    OdpowiedzUsuń
  13. Fajne zdjęcia super wpis
    ! Zapraszam: http://blogmanekineko.blogspot.com/
    Jeśli mój blog Ci się spodoba zaobserwuj go, a z pewnością zrobię to samo

    _manekineko_

    OdpowiedzUsuń
  14. Hej, wyrzuciłam rzeczy w których nie chodze, ktore zostawiłam na "po domu"! :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Zmotywowałaś mnie żeby wywalić cały syf (bo w sumie inaczej sie tych rzeczy już nie da nazwać) który trzymam "po domu" bo jakoś szkoda było wywalić, a one są takie, że same się o to proszą. Dzięki :) jutro porządki ;).
    p.s. pisz częsciej :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Spodnie z hm w pudle, cudowne :) Nie widziałam u siebie takowych, bo byłyby moje.

    OdpowiedzUsuń
  17. na blogu znowu cisza :(

    Cys

    OdpowiedzUsuń
  18. Będziesz jeszcze pisywać? jak psinka?

    OdpowiedzUsuń
  19. Ciekawy blog. Zapraszam do mnie.
    Męski blog o modzie i lifestyl'u.

    http://gabriel-data.blogspot.com/

    Obserwacja za obserwację?
    Zaobserwuj, zobaczę zrobię to samo!
    Na końcu komentarza dopisz: "Obserwuję"
    www.gabriel-data.blogspot.com - KLIK
    Fashion Projects

    OdpowiedzUsuń
  20. Zacznij znowu pisac, czekam. Zreszta nie ja jedna.

    OdpowiedzUsuń
  21. Paulinko wrócisz do nas? brakuje nam Twojego pisania, buziaki!:*

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja też czasem lubię się wyłączyć i zminimalizowac bodźce zewnętrzne :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń