niedziela, 21 grudnia 2014

Wyprzedaże!

Na jednym z blogów ujął mnie ten oto cytat:

"Sezon wyprzedaży w pełni. To doskonała okazja, żeby kupić sobie coś, czego nie potrzebujesz. Może nawet uda Ci się upolować, coś, czego nikt inny nie chciał."


Leziemy więc tłumnie, niczym stado pędzące po karpia, czy torebki Wittchen w LIDLu.
Bo okazja.
Bo aż żal nie kupić za tę cenę.

Bo może kiedyś to założę.
Bo może będę mieć okazję do noszenia na co dzień wieczorowego kombinezonu/damskiego garnituru. Kto wie? A gdzie wówczas dostanę go w tak korzystnej cenie? Trzeba być zapobiegawczym! (I dokupić kolejną szafę.)
Na pewno się przyda. No... na przykład, jakbyśmy za rok lecieli na urlop do Tunezji, to będzie akurat!

Stop! Zatrzymaj się na chwilę i zapytaj siebie z przekąsem: Serio?! 
Najlepiej wyjdź stamtąd tak jak stoisz i wróć do domu.


Nie twierdzę, że kupowanie na wyprzedażach jest złe, ale by robić to rozsądnie, należy spełnić kilka warunków... Każda metoda jest dobra, jeśli działa. Chciałabym się podzielić z Wami moimi sposobami.

Jak wiecie, zrobiłam mega odgracanie swojej przestrzeni szafowej. Ze zmianą szafy na mniejszą włącznie. Torbę nowych rzeczy oddałam mamie, a właściwie to bardziej ona sobie wybrała z tego, co wystawiłam na Allegro i stwierdziła "daj". No to dałam, mniej mi zagraca w domu :)
Masę rzeczy wyniosłam postawić w workach koło śmietnika. Zniknęły w kilka godzin po wystawieniu. Co bardziej wartościowe - powędrowało na Allegro. Sprzedałam w ciągu trzech tygodni połowę, a drugą połowę mam nadzieje, wkrótce upłynnię.
W szafie zrobiły się pewne dziury, które musiałam uzupełnić, jednak już w zupełnie inny sposób niż to robiłam dotychczas.
Założenie było takie, iż muszę zmieścić się w kwocie, którą odzyskałam ze sprzedaży ubrań.


1. Po remanencie garderoby - pozbyciu się wszystkiego czego nie nosimy od roku i co jest kompletnie niemodne, a dziwnym trafem zalega na wieszakach, mamy obraz swojego ulubionego stylu - to, co zostało. Jeśli nie macie pewności co do swojego gustu modowego, warto zaprosić na kawę jakąś koleżankę, która Waszym zdaniem zna się na modzie i poprosić, by doradziła: czy to mnie nie pogrubia/nie skraca, czy wyglądam korzystnie, czy powinnam w tym chodzić, czy to do mnie pasuje, do czego mogłabym to nosić. Po takiej selekcji wiemy już, co mamy z rzeczy ponadczasowych, nie wychodzących z mody, jak dżinsy bez przecierek, biały, gładki t-shirt, czy czarna marynarka o klasycznym kroju. Wiemy mniej więcej co nam się podoba, co się sprawdza, a co musiało zostać sprzedane za grosze, bo wisiało przez trzy lata z metką w szafie.

Ja na przykład źle czuję się we wszelkiej maści żakietach, więc zostawiłam tylko czarny i nie zamierzam już nabywać żadnego kolejnego, bo niezależnie, czy był żółty, biały, o kroju chanelki, czy w pepitkę - efekt zawsze ten sam - statysta w szafie. Zazwyczaj jeszcze ometkowany statysta. Tak samo koszule, które gniotą się przy każdym ruchu. Ok, są może piękne, ale kiedy tylko na nie patrzyłam, myślałam "Jak ją założę, to będę musiała wyprać, a później prasować... Nieee to niech sobie tu lepiej wisi uprasowana na inną okazję." Każda z nas ma w szafie jakieś swoje antypatie. Niby wszystko cacy, ale jednak "nie noszę".

Kupiłam kiedyś na wyprzedaży bardzo fajną, czerwoną koszulę oversize. Za każdym razem, gdy robiłam przegląd szafy, myślałam, ta jest ok, muszę zacząć ją nosić, zostaje. I tak było przez dwa lata, aż w końcu mnie oświeciło - ja nie znoszę czerwonego koloru! Czerwona może być tylko koktajlowa sukienka, albo wieczorowa suknia.

Bardzo serdecznie Was zachęcam do uczciwego przyjrzenia się swojej szafie, zanim wyruszycie na wyprzedaże...


2. Drugi etap to blogi i im podobne. Na pewno macie jakieś swoje ulubione blogerki. Ja mam. Poświęćcie nawet kilka godzin któregoś wolnego dnia na przejrzenie od deski do deski owych kilku blogów (tak tak, te archiwa z 2011 roku też!). Ściągnijcie zdjęcia zestawów, które najbardziej Wam się podobają i poszukajcie elementów wspólnych. A może styl którejś aktorki lub modelki? Wujek Google pomoże! Może większość Waszych upatrzonych zestawów to żakiet, cygaretki i baleriny? A może na połowie fotek są to płaskie botki z szeroką cholewką zakładane do rurek i szortów? Może jest to chusta dobierana kolorystyczne do spodni? Elementy będą się powtarzać. Przestudiujcie swoje zbiory zdjęć dokładnie i zastanówcie się, na ile podobnie same się ubieracie. Ile rzeczy do tych zestawów macie już w szafach. I przede wszystkim zwróćcie uwagę na te starsze zdjęcia - 2011, 2012... Jednosezonowe trendy zdążyły już pójść do lamusa, a jeśli dane ciuchy mimo tego, że mają "już" dwa lata nadal Wam się podobają i chętnie byście wyszły w tym na ulicę - brawo, znalazłyście coś uniwersalnego i ponadczasowego, co nie wychodzi z mody!

Ja mam na przykład swój folder skarbów. Uzupełniam go co jakiś czas, jednak znajdują się w nim głównie... dość stare zdjęcia. Zdjęcia ciuchów, które nie przestaną być na czasie. W moim przypadku są to klasyczne ramoneski w czerni, bezu i brązie, filcowe kapelusze, biker boots, dżinsowe szorty, szerokie bransolety, zwiewne, hippisowskie, letnie sukienki, kowbojki, czarny żakiet, beżowy trencz, proste t-shirty w bieli, czerni i szarości, spódnice maxi z lejących tkanin, torby z frędzlami, duże, miękkie shoppery, klasyczna chanelka.
To jest taka moja BAZA. Do niej czasem mogę sobie coś dokupić, ale "bez histerii". Już nic jednosezonowego. Żadnych ostatnich krzyków mody, z którymi nie mam później co zrobić. A jaki kac moralny... bo za tę stertę szmat mogłabym skoczyć na kilka dni do Paryża. Na przykład.

Jest jeszcze jedno ALE... Jeśli modelka/bloggerka/aktorka ze zdjęcia ma na szyi apaszkę, a Ty od zawsze ich nie znosisz - nie masz co myśleć o zakupie. Chyba, że masz fantazję na jedwabną ścierkę do mycia okien... A jeśli masz jakąś zapomnianą chustkę na dnie szafy - ponoś na próbę. Może okaże się, że już niechęć minęła. Jednak sprawdź to zanim przytargasz nowy zakup do domu.

Tak samo ze szpilkami - jeśli nie ujdziesz w sandałkach na cienkim paseczku, ba, nie biegasz na szpilkach na co dzień - nie kupuj. I tak nie założysz, bo niewygodne. Jedna para klasycznych czarnych na specjalne wyjścia w zupełności wystarczy. I tak nienawidząc obcasów, zakładasz je pewnie raz w roku, jak musisz iść na czyjeś wesele.

I ostatnia rzecz - taka szczera ocena przed lustrem. Czy te cudowne, szerokie spodnie, które dodawałyby całemu strojowi nonszalancji, na pewno będą wyglądać na mnie tak samo jak na Rosie Huntington-Whiteley, która jest wzrostu mojego faceta? Jeśli jednak nie, to wyrzuć zdjęcie tej stylizacji i zapomnij o spodniach :)

Raz kupiłam ten rodzaj "dresowych spodni do szpilek". Całość w mojej głowie wyglądała bosko - zwężane, dresowe spodnie khaki, z taką leciutką "pieluchą" z przodu, klasyczne, czarne szpilki, ramoneska i czarny kapelusz z większym rondem. Raz nawet tak wyszłam z domu... Później przyjrzałam się temu zjawisku dokładniej w lustrze i ... już nigdy ich nie założyłam. No ale na modelkach to przecież wygląda rewelacyjnie...


3. Wracamy na chwilę do szafy, w której powinno coś zostać i być teraz dobrze widoczne. Mamy w głowie mniej więcej obraz tego, co najczęściej powtarza się w naszych ulubionych zestawach ściągniętych z internetu.
Możemy sobie spisać listę tych "brakujących rzeczy".

A teraz pytania:

Na jakie okazje mogę to zakładać? (Praca, pub z przyjaciółmi, wyjazd za miasto, szkoła, zakupy, kino, randka... Stylizacje na plażę w Egipcie, zdobywanie Mount Everest i galę rozdania Oscarów możecie skreślić, chyba, ze akurat się wybieracie).
Dobry ciuch, to taki, który można założyć do co najmniej pięciu różnych zestawów.

Od ilu lat pojawia się to w modzie? Im dłużej, tym lepiej - takiej baskince na przykład kariery nie wróżę... Już chyba stała się niemodna.

Czy (w przypadku dodatkow), w ogóle noszę tego typu rzeczy? Ja na przykład nie cierpię apaszek i grzechoczących bransoletek. Wiem, że nie ma sensu bym je w ogóle kupowała.

Im rzecz bardziej uniwersalna, tym wyżej na liście priorytetów powinna się znaleźć. Pod warunkiem, że faktycznie "coś" do niej czujesz. Jeśli jest tylko "meh", to może sobie poczekać. Być może w międzyczasie Ci się odwidzi.


4. Kupujemy tylko ubrania na daną porę roku! Jest zima, bierzemy zimowe i żadnych letnich sukienek czy bikini! Dlaczego? Odpowiedź jest bardzo prosta. Do lata jest tak daleko, że istnieje szansa, iż ów zakup przestanie Ci się w ogóle podobać i nigdy go nie założysz. Ewentualnie schudniesz, przytyjesz, albo doznasz olśnienia i zamienisz skórzaną kurtkę na garsonkę, tudzież odwrotnie. Lepiej nie ryzykować i wiem, co mówię - ja, nieszczęsna mistrzyni kupowania na zapas...


5. Mamy już więc naszą listę. Określmy teraz budżet. Moim było na przykład nie przekroczenie sumy, która spłynęła mi z Allegro za sprzedaż zakupowych pomyłek.

Jako była zakupoholiczka napiszę coś, co wielu osobom wyda się banalne, ale jeśli masz problem z popłynięciem na wyprzedażach, opłać najpierw wszystkie rachunki. Jeśli jest to możliwe, nawet niektóre za przyszły miesiąc. Wszystko - czynsz, tv, internet, telefon, przedszkole dziecka, prąd, gaz, parking. Zrób zakupy kosmetyczno-chemiczno-spożywcze na dany miesiąc. Tak wiem, nie da się kupić chleba na zapas, ale herbatę, mięso mrożone, czy owsiankę i żele pod prysznic już tak. Dopiero, kiedy nie zostaną Ci już żadne zobowiązania, zaryzykuj pójście na wyprzedaż.


6. Przejrzyjmy strony sklepów. Większość z nich ma całe kolekcje pokazane online, a sporo także sklepy internetowe. Szukajmy wyłącznie produktów z naszej listy (i nie, ta lista nie ma mieć 40 pozycji... ).


7. Możemy także jeszcze przed wyprzedażami iść pomierzyć nasze upatrzone w necie rzeczy. To oszczędzi czasu, przepychania się wśród tłumów i wejdziemy do sklepu na 5 minut, wychodząc z tym, czego naprawdę potrzebujemy.

Ma to jeszcze jeden ogromny plus. Dużo trudniej nam zwrócić już zakupiony produkt, który no w sumie to ... chyba może być, niż odpuścić sobie sam zakup rzeczy, która jest taka se. Kiedy zainteresowałam się minimalizmem, przeczytałam o tak zwanej zasadzie siedmiu dni. Niektórzy rozciągają ją nawet do trzydziestu dni, ale dla początkujących niech to będzie 7-14 dni. Oczywiście, że jeśli znajduję coś z listy, uniwersalnego, chcianego od lat bez przerwy, co pasuje absolutnie do wszystkiego, a przy tym kosztuje nie więcej niż 60zł - kupuję. Jeśli jednak jest to coś ooo ale super, CHCĘ, a ani na żadnej liście nie było, ani nie potrzebowałam tego, dopóki nie zobaczyłam, mierzę i wychodzę. Za kilka dni mierzę znowu, np jeśli są to buty, raz przychodzę w spodniach, raz w spódniczce. Czasem zdarza się, że przy trzecim, czwartym mierzeniu nagle mnie olśniewa, że ja WCALE TEGO JUŻ NIE CHCĘ. A tak? Już by było w domu, już na cmentarzysku źle wydanych pieniędzy. Tym sposobem uchroniłam się od botków z Venezii za 700zł... brrr, to niemal jak zgubić portfel.

W sklepach, już mierząc, by mieć całkowitą pewność... często biorę do przymierzalni czarną kloszowaną spódniczkę, ramoneskę, beżowy płaszcz lub trencz. Może być nawet nie w moim rozmiarze. Po prostu muszę sprawdzić, czy ciuch, którym jestem zainteresowana, będzie dobrze wyglądał z podstawami mojej garderoby, jak wyżej wspomniana kurtka, płaszcz i spódniczka.
Nasza wyobraźnia potrafi zawodzić. Np ostatnio widziałam przesłodki, króciutki, biały sweterek w H&Mie. Idealnie wyglądałby ze spódnicą z wysokim stanem... Przy kolejnej mojej wizycie w tymże sklepie, do przymierzalni zabrałam taką spódnicę i ów sweterek. O_o dramat, wyglądałam jak bałwan! I co? Teraz miałabym sweterek przed pępek, który "jest świetny, tylko muszę kupić taką spódniczkę do niego, a na razie sobie powisi w szafie...".


8. Mój osobisty, acz pewnie niezbyt oryginalny pomysł. Wypatrzone i przymierzone ubrania dodaję do zakładek w przeglądarce internetowej. Nie jest ich wiele, kilka zakładek. I jeśli nie zapomnę, raz na jeden, dwa dni, otwieram te okienka, zerkając, czy może już nie przecenili. Zajmuje to max dwie minuty dziennie. Jeśli przecenili, a jestem w 100% pewna, iż będzie to zakup rozsądny - klikam i kupuję. Tym sposobem unikam zapchanych parkingów pod centrami handlowymi, kolejek do kas i ludzi chodzących sobie po głowach.


9. Wyprzedaże i promocje...
Ja jestem już po zakupach uzupełniających szafę. Tak tak, marzy mi się jeszcze kaszmirowy, czarny sweter i brązowa, prosta shopperka, ale nie w tym miesiącu.

Raz widziałam, ale niestety już nie mogę znaleźć, coś takiego jak kalendarz z wyszczególnionymi międzynarodowymi dniami promocji, jak Black Friday (-30%), jest to pierwszy piątek po Dniu Dziękczynienia. Cyber Monday - darmowe wysyłki. Sporo tego jest.
Warto też... Przed zakupem w danym sklepie wpisać w Google  <nazwa sklepu>  kody rabatowe. W sieci jest już sporo stron, na których możemy podejrzeć, czy do danego sklepu jest dostępna jakaś zniżka. Np. H&M ma -25% za zapisanie się do newslettera, a Wojas -20% za zapisanie się do klubu.
Czasem warto tydzień przed zakupami kliknąć newsletter interesującego nas sklepu - jest duża szansa, że wyślą nam kod rabatowy.

Jestem zwolenniczką robienia zakupów wyprzedażowych via net, bo przynajmniej mam gwarancję, że nie przywlokę ze sobą jakiejś dodatkowej, nie planowanej, mało interesującej szmaty...


Tym sposobem, moje zakupy (bez zdjęć, bo padła mi lampa błyskowa):

- Botki Wojas, Black Friday -30%. Klasyczne, czarne na słupku. Moje jedyne botki na obcasie.
- Brązowe, krótkie kowbojki na obcasie, z szeroką cholewką, Wojas. Wyprzedaż -30%
Uwielbiam ciężkie buty z cholewką, więc wiem, że te dwa zakupy mi się sprawdzą. Tym bardziej, że to obuwie całoroczne.

- Cztery basicowe topy na ramiączka H&M. Po 19zł

- Sweter H&M -25% Newsletter 59zł
- Cienka, dzianinowa, szara bluza H&M -25% Newsletter 45zł
- Grafitowy kardigan worek -25% H&M 59zł
- Luźna, cienka bluza w marynarskie pasy, H&M -25% 45zł
- Grafitowy, cienki prosty sweter z moherem Mango Black Friday -30% 79zł
- Biały, prosty, cienki sweter z moherem Mango Black Friday -30% 79zł
Poza wymienionymi wyżej mam jeszcze pudrową, krótką bluzę i czarny rozpinany sweterek typu bliźniak. Cała moja swetrowo-bluzowo-kardiganowa część szafy.

- Rozpinany u góry, czarny longsleeve Bershka -30% Wyprzedaż 25zł

- Mini spódniczka w stylu retro, tzw skater, rozkloszowana, czarna -25% H&M 45zł

- Płócienny shopper, taki ładniejszy na bułki i ziemniaki :) MangoOutlet, dostałam mailowo kod -60% 27zł

Co prawda dziewczyny na pewnym forum odkryły, że Mango podbija ceny pierwotne przy wyprzedażach, więc pewnie nie było to -60%, ale około -40%

- Ekologiczny kozuszek o klasycznym kroju Bomber Jacket MangoOutlet -60% kod rabatowy 107zł

- Kopertowa koszula w kratę MangoOutlet -60% kod rabatowy 47zł


Całe moje zakupy odbyły się w pierwszej połowie grudnia, kiedy w sklepach był jeszcze luz i zmieściły w kwocie sprzedaży zakupowych wpadek.
Wszystkie ubrania są proste - bez zaszewek, bufek, falbanek, nadruków. Wszystkie, poza kożuszkiem - całoroczne. Wszystkie, jak mi się przynajmniej wydaje dość uniwersalne i ponadczasowe.

Od dawna chodzą za mną czarne Emu, jednak dopóki nie ma mrozów, nie widzę najmniejszej potrzeby ich kupowania... Tak samo sprawa ma się z minimalistycznymi, czarnymi sandałkami. Będą, latem. JEŚLI ZNAJDĘ TAKIE ODPOWIADAJĄCE MI W 100% Bo niby z jakiego powodu miałabym kupować sandałki pod koniec grudnia?


Może macie jakieś własne przepisy na wyprzedaże z głową?


PAULINA

11 komentarzy:

  1. Jakie masz swoje ulubione blogi / blogerki ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię niektóre, głównie starsze zestawy Kaśki Tusk, Karina In Fashionland, choć teraz nie prowadzi bloga. Jednak bardziej patzrę na modelki - Rosie Huntington-whiteley, Giselle Bundchen, a latem Alessandrę Ambrosio.

      Usuń
  2. O ja mam brazowe uggi, jakie masz pomysly na stylizacje z emu? Ja troche podpatrzylam Gisele ale chetnie dowiem sie jak Ty bys je stylizowala? Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się coś niedługo powrzucać.

      Usuń
  3. Jak zawsze swietny post :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam Twój blog,.. Ciebie za sposób pisania i podejścia do życia etc. Poprzez to wydajesz się taka bliska jak koleżanka, przyjaciółka, siostra. Szkoda że nie piszesz częściej ale rozumiem że nie tylko blogiem człowiek żyje, poza tym cały ten proces nabiera charakteru, ...wyjątkowego poprzez to dłuższe oczekiwanie..
    Wszystkie tematy które poruszasz nie są mi obce, gdyż większości również doświadczyłam( śmierć ukochanej Babci, Dziadków, trudne rozstanie z facetem, doświadczenia w branży fotomodelingowej etc..). Często jak czytam Twoje słowa to jakbym o sobie samej czytała. O sobie samej, zaobserwowane / stwierdzone przez kogoś innego.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nowe logo jest świetne.

    OdpowiedzUsuń
  6. proszę napisz jak to jest z tym newsletterem z H&M tzn. masz tyle emalii że na każdy się zapisałaś dostając zniżkę czy zapisujesz się a potem wypisujesz by ponownie się zapisać i dostać zniżkę??

    pisz częściej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, myślę, ze marketingowcy dokładnie wszystko przemyśleli - kupon rabatowy nie ma kodu kreskowego, który sprzedawcy musieliby skanować... pokazujesz kuponik na komórce - nabijają rabat...
      No i możesz sobie tak z tym kuponikiem chodzić :) A wiadomo, że jak wiesz, iż możesz go wykorzystać kilka razy w różnych sklepach, to zapewne jeszcze coś kupisz. Gdyby firmie zależało na tym, by tylko jeden produkt był ze zniżką 25%, rozwiązaliby to inaczej.

      Usuń